2018/04/25

Ocena bloga (14) You are my poison, Justin.

Witam wszystkich czytelników! Mamy dziś piękny dzień, a ja skończyłam jedną z najdłuższych recenzji mojego życia. Opowiadanie pisały dwie osoby, więc była to dla mnie nowość: zwykle oceniałam blogi o jednym autorze. Co tu dużo mówić, zapraszam na recenzję! Z uwagi na dużą ilość tekstu urozmaiciłam obrazkami tematycznymi oraz całkowicie nierematycznymi gifami ze zwierzakami. 

Pierwsze wrażenie: 5 pkt.
a) grafika – blog estetyczny, zresztą to projekt LOG, więc nic w tym dziwnego. Jedyny mankament: po co to Archiwum, skoro dostępny jest Spis Treści? 2 pkt.
b) dobór czcionek – czcionka nie zmuszała mnie do kopiowania do Worda ani zaznaczania tekstu. Jedyny mankament estetyczny to szara czcionka m.in. w Archiwum. 3 pkt.

Obsługa bloga 3 pkt – miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Choć zakładki są rozmieszczone przyjaźnie i logicznie, w Spisie Treści pojawia się błąd: pierwszy rozdział jest źle zalinkowany. 3 pkt

Treść: 17 pkt.
a) błędy ortograficzne: namnożyło się tego sporo, literówki, zła odmiana imion, nietrafione wyrazy... Zresztą będzie o tym więcej w poniższym komentarzu. Nie mogę dać więcej, przykro mi. 2 pkt.
b) błędy interpunkcyjne: są, bardzo wiele, więcej o tym niżej. Wahałam się nad zerem, ale widywałam gorsze rzeczy... 1 pkt.
c) spójność tekstu: tutaj również szwankuje. Niektóre zdania nie mają sensu, treść prowadzona jest w dziwny sposób; przez często dziwaczną konstrukcję zdań oraz zbyt długie zdania, opowieść odbiera się niezbyt dobrze. 2 pkt.
d) narracja: opisy są w miarę dobre, poza sceną w bibliotece, choć nie da się ukryć, że pozostawiają niekiedy sporo do życzenia. Nie skłamię, kiedy powiem, że kilka momentów wywołało u mnie „error”, ale skomentowane jest to poniżej. 3 pkt.
e) lekkość pióra: mam złe wieści. Opowiadanie mnie nie porwało, co opisałam poniżej. Brakuje w tych pierwszych rozdziałach czegoś, co pozwoliłoby czytelnikowi wciągnąć się, jakiegoś wydarzenia, zmuszającego do czytania dalej... Ponadto mnogość błędów, niedopowiedzeń nie poprawiła odbioru tej opowieści. Nie jest to najgorsze, co w życiu czytałam (lub recenzowałam), jednak moja subiektywna opinia jest taka: trzeba popracować nad stylem! 5 pkt.
f) dialogi: odejmuję punkty za fatalny zapis. Rozpoczynają się od dywizów, których nawet nie oddziela się spacją od pierwszej litery wypowiedzi, sama narracja po nich zapisana jest błędnie...  Odsyłam do szkółki i artykułu na ten temat. Dialogi bronią się tym, że wypowiedzi są żywe, realistyczne. 4 pkt.

Komentarz szczegółowy
Prolog niekonwencjonalny – nie przekazuje treści, ale jakby ogólne założenia, co mieści się w kanonie. Zapowiada nam zapewne trudną historię miłosną, w której jedna ze stron (lub obie) będą zranione w sferze uczuciowej. Dobre zagranie, nadaje klimat na samym początku. W kwestii kosmetycznej: „***” wyglądałoby lepiej wyśrodkowane, zaś część po nim trzeba by wyjustować.  Ta tendencja ciągnie się przez wszystkie poddawane recenzji rozdziały, zatem nie będę się już w tej kwestii powtarzać. 
Na blogu zauważyłam, że opowiadanie piszecie we dwie. Bardzo dobry pomysł dla początkujących pisarzy, przyznaję. Na pewno łatwiej wykreować różnorodne charaktery, kiedy ma się do dyspozycji więcej niż jedną perspektywę. Jednak mam wrażenie, że nie pofatygowałyście się, by zrobić korektę. W jednym miejscu zauważyłam, że fragment został przekopiowany z komunikatora, gdyż znalazły się w nim dwie godziny (kiedy Justin wściekły robi demolkę pokoju). Szerzej skomentuję to w poniższym wykazie błędów. Ponadto w opowiadaniu jest sporo literówek. Niektóre tyczą się klasycznego zagapienia, inne zaś wyglądają, jakby ktoś próbował przeredagować zdanie na szybko i zapomniał, że przy zmianie szyku zmienia się również  odmiana wyrazów. A to jeszcze nie koniec rzeczy, do których jako recenzentka nie mogę się nie doczepić... 
Styl pisania momentami jest zbyt obrazowy, później przechodzi w suchą relację typu „reportaż”, narracja gubi się w kilometrowych zdaniach, z których często niewiele wynika. Dodatkowo przez ilość słów w pojedynczym komentarzu narratora tworzą się błędy stylistyczne (jest ich całkiem dużo, popracowałabym nad tym). Doceniam to, w jaki sposób starałyście się zastąpić imiona i nazwiska, jednak niekiedy poniosło was i to mocno, wprowadzając mnie, jako czytelnika i recenzenta w lekką konsternację. Jako przykład przytoczę może to stwierdzenie: „Głos głównego bohatera myśli niebieskookiego rozległ się w samochodzie.”. Jak dla mnie przegadane, ale być może się nie znam. Zdanie jest pomotane, można było prościej, naprawdę.
Kolejnym zarzutem jest to, że chciałyście stworzyć coś przyjemnego do czytania, jednak... hm... Popłynęłyście. To chyba najtrafniejsze określenie. Błędy, o których teraz będę pisała, są również omawiane w artykule „Kodeks faktów”, widniejącym na katalogu w zakładce „Szkółka”. Będę się powtarzała, ale trudno: pisz o rzeczach, na których się znasz! Jeśli w opowiadaniu pragniecie umieścić coś, czego nie jesteście pewne, zadajcie sobie trud i pogoogluj; w tym śmietnisku memów i diagnoz raka, jakim jest Internet, można wygrzebać również sporo informacji. Z wykształcenia jestem technikiem leśnictwa, więc po pierwsze uderzyło mnie to: „Krótkowłosa dziewczyna o ślicznej urodzie siedziała pod kilkuletnim dębem, przeplatając pomiędzy palcami, źdźbła niedawno strzyżonej trawy.”. Przyznam się, że nie pamiętam wszystkiego, o czym nauczano mnie w szkole, jednak o tym, że dąb rośnie powoli nie zapomniałam. By upewnić się, poszukałam informacji na ten temat i przeczytałam, że w przypadku dębów wygląda to tak: „Drzewa 10-12 letnie,(...) wysokości 2-3 m, [mają] obwód pnia na wysokości 1m od 5 do 7 cm.”(źródło). Idąc tym tropem, kilkuletnie sadzonki (tak, nawet dwunastoletni dąb podchodzi jeszcze pod kategorię sadzonka) muszą mieć poniżej dziesięciu lat, czyli dość ciężko byłoby pod nimi siedzieć. Chyba, że Jess jest wyjątkowo drobna i malutka, coś jak krasnoludek ;). Kolejnym, co od razu rzuciło mi się w oczy i nie zagrało, była wypowiedź o kawie, kawałek dalej w tekście. „Po unoszącym się zapachu poznała, że to coś od czego jest niezaprzeczalnie uzależniona – kofeina.” Kofeina jest substancją bezzapachową, więcej o niej można poczytać tutaj. Podejrzewam, że nie wszystkie nieścisłości wychwyciłam podczas recenzji, gdyż nie jestem w posiadaniu wiedzy na wszelkie tematy. Dobrze jednak przemyśleć, co chcemy przekazać i nie starać się na siłę nadawać wypowiedziom „profesjonalizmu”. 
Powrócę teraz do kwestii czysto narracyjnych. Narracja może być pierwszoosobowa, w której mamy szersze pole manewru (w kwestii tego co wolno, a czego nie), choć posiada utrudnienie, określane ładnie jako „swobodny przepływ myśli”. W tym wariancie możemy pozwolić sobie na opiniowanie świata, kolokwializmy (gdyż w myślach nikt nie cenzuruje słownictwa) oraz mocno zaakcentowany subiektywizm. Narracja trzecioosobowa, zastosowana na omawianym blogu, wymaga nieco ocenzurowania: nie stosujemy tutaj wulgaryzmów, nie powinniśmy też wyrażać subiektywnych osądów. W opowiadaniu te zasady nie zostały zachowane i spotykamy narracyjny zabieg „Dlaczego miała cierpieć przez ludzi, którzy mieli ją centralnie w dupie?” oraz kilka innych, w tej samej konwencji. Stanowcze nie!
Teraz przejdę już do samej fabuły i jej walorów. Dzięki temu, że spis treści na blogu nie działa tak, jak powinien, uświadomiłam sobie, że z fabułą coś jest nie tak. Na czym polega ów problem? Już wyjaśniam. Przy rozpoczynaniu każdej analizy tekstu, odnajduję rozdziały, jakie będę recenzować i otwieram je w kolejnych kartach. Otworzyłam więc zakładki: Prolog, Rozdział 1, Rozdział 2, Rozdział 3 oraz Rozdział 4 i rozpoczęłam przygodę w świecie Justina. Przeczytałam wstęp, całkiem przyjemny, nie powiem. Później przeszłam do drugiej z kolei zakładki, w której rozpoczęłam zabawę z treścią. Doczytałam rozdział do końca i... w notce pod nim przeczytałam, że to już druga część opowieści. Szybko wróciłam na samą górę: fakt. Rozdział drugi. Wracam do spisu treści, klikam – rozdział pierwszy odnosi się do drugiego. Zastanawiam się, czy Prolog nie był w charakterze tego pierwszego rozdziału, ale kliknęłam na „starszy post”, by ujrzeć faktyczny „Rozdział 1”. Niby kwestia mechaniki, a jednak tkwi w tym coś groźniejszego: można pominąć spory fragment opowieści, nawet tego nie zauważając. Czy to dobrze? Dla przygodnych odbiorów pewnie tak, coś jak seriale, w których każdy odcinek ma tych samych bohaterów, choć fabuła nie nawiązuje szczególnie do pozostałych epizodów. Według mnie opowiadanie powinno mieć jednak wciągającą fabułę, zmuszającą czytelnika do klikania „nowszy post” lub grzebania z wypiekami na twarzy po spisie treści w poszukiwaniu kolejnej części. Wróciłam do faktycznego pierwszego rozdziału, w którym to poczytałam sobie nieco o szaleńczym życiu Biebera i jego nieokreślonych „łupach”, nie sprecyzowanych do rozdziału czwartego włącznie, porzuconych w treści, a co więcej, chyba zapomnianych. Być może przeoczyłam jakiś istotny fakt, nie jestem nieomylna. 
Nieścisłości treści jest więcej, przytoczę może jeszcze dwa przykłady:
1. Opalona czy nie? W rozdziale trzecim czytamy o mlecznobiałych udach, zaś czwarty podkreśla opaleniznę nóg Seleny.
2. Selena za wszelką cenę chce robić wokół siebie szum. Z tego powodu, między innymi, doszło do zbliżenia w bibliotece (na lekcji historii, o ile dobrze pamiętam). W czwartym rozdziale nie ma nic przeciwko wagarom. W piątym natomiast czytamy, że „Wiele razy powtarzała chłopakowi, że mimo wszystko, szkoła jest najważniejsza.”.
Należałoby jeszcze wspomnieć o czymś, co w myślach nazywam „Kardio-Bieber”. W opowieści niejednokrotnie czytamy o sercu głównego bohatera. Uwaga, będzie ciąg cytatów (wypisałam tylko te okraszone wyrazem „serce” w odniesieniu do Biebera, choć słowo to występuje bogato w treści):

„- Gdybyś tylko spróbował popatrzeć na jego obrazy sercem, widziałbyś. Widziałbyś, że on ma wielkie serce, tylko jest zamknięty w sobie i buntowniczy.”

„Tak bardzo tego pragnęła, lecz kochałaby go nawet wtedy, gdyby nie miał serca.”

„W sumie, cieszył się, że jego przyjaciel znalazł kogoś, kto ukradł jego serce. A serce Justina było naprawdę duże!  Martwił się jedynie o to, że dziewczyna może mu to serce złamać.”

„Tego momentu Justin z całego serca nienawidził.”

„Serce blondyna zabiło mocnej na widok ukochanej w obcisłej spódniczce, czarnych balerinach i białej bluzce z napisem „New York”.”

„Ana, przy spotkaniach, wspominała tylko, że jest bardzo podobny do Jeremy'iego i posiada dobre serce.”

„Cieszę się, że mnie przepraszasz. Masz dobre serce.” (Mama do Biebera)

„Głos jej śmiechu sprawiał, że serce Justina rosło.”.

Już troszkę nieprzyjemnie mi to pisać, ale chyba muszę. W opowiadaniu ani razu nie zostało rozgraniczone, czy Justin jest narkomanem (gdy mowa o rozluźniających działaniach substancji), czy zwyczajnie pali papierosy o jakimś dziwacznym działaniu. Sama jestem palaczką, a nigdy tak to na mnie nie działało. W dzisiejszych czasach „skręt” i „papieros” to dość różne sprawy, a fabrycznych wyrobów tytoniowych nie określa się tym pierwszym określeniem (są one nabijane, nie skręcane). Treść nie wyjaśniła mi, cóż to Bieber spala, a powinna. W kwestii używek: nie ma papierosów „Malboro”. W wykazie błędów wyjaśniam ten problem.

Teraz pozytywniej: podoba mi się, że główni bohaterowie są tak bardzo od siebie różni. Często spotyka się w opowiadaniach początkujących pisarzy charaktery „kopiuj – wklej”, a tu mamy do czynienia z odmiennym tokiem rozumowania. Wydarzeń jest mało, ale są wystarczająco sprawnie opisane (ale proszę – nie piszcie opisów erotycznych, scena w bibliotece była zabawna, a nie powinna), bohaterowie, choć oszczędnie opisani, pojawiają się w głowie czytającego jako osoby z krwi i kości. Zdecydowanym plusem jest wplatanie informacji o postaciach w różne sytuacje, co nie przymusza odbiorcy do przebrnięcia przez charakterystykę postaci, jaką to pisujemy na zajęciach języka polskiego. Tylko pomimo tych plusów, nie mogę dać wysokiej ilości puntów za treść.

Wykaz niektórych znalezionych błędów:

Prolog

„Być jak magnez. Być jak magnez dla wydarzeń i osób” – to powtórzenie jest niepotrzebne; zabieg ten nie dodaje stylu wypowiedzi ani nic, zwyczajnie zacina czytelnika przy czytaniu. Poza tym „magnez” to pierwiastek chemiczny, który nie ma magnetycznych właściwości. Sądzę, że chodziło o „magnes” ;).

„jest jak uciekanie przed powietrzem. Nie możemy bez niego żyć, ponieważ jest życiodajne” – stylistyka, powtórzenie „jest”.

„w bestie nie zdolne” – niezdolne to jeden wyraz.

„Spętane w łańcuchy kłamstw, namiętności i w czymś nieznanym co potocznie zwie się strachem” – przecinek przed „co”.

„żeby kiedyś powracać.       Powracać do miłości...” –  czy ta ilość odstępów pomiędzy zdaniami to czynnik zamierzony? Nie dostrzegłam w nim sensu...

Rozdział 1

„-Tak, o 13 na parkingu.” – piszemy opowiadanie, prawda? Nie spieszy nam się nigdzie, czytelnicy również mają czas, więc przyjaźniej dla czytelnika napisać liczby słownie.

„Oczywiście, że nie mam przed Tobą żadnych tajemnic.” – błąd powielany niejednokrotnie w późniejszym tekście. Zwroty typu „ty, on, jej, ciebie” w opowiadaniach i innych formach wypowiedzi piszemy małą literą, wyjątek stanowi odniesienie do Boga lub bezpośredni zwrot do adresata w liście, wierszu.

„-Tak ?” – powielany błąd. Przez znakiem zapytania nie stawiamy „spacji”. To samo tyczy się wykrzyknika.

„reszta zdążyła już przełożyć, dosyć lekki plecak, przez jedno ramię.” – zdanie źle zredagowane. Wynika z niego, że pewna grupka ludzi zarzuca na ramię jeden, ten sam lekki plecak.

„Mówił Gilinsky, patrząc na zdenerwowanego Luka i Justina, który był jednak mniej przejęty.” – również źle napisane. Wyszło masło maślane, a przecież nie taki był cel?

„,, małego Nasha ''” – ten dziwny twór to chyba jakaś odmiana cudzysłowu? Dwa przecinki nie są cudzysłowem. Można skorzystać z Worda i ładnie wkleić normalny znak interpunkcyjny (robię tak, gdyż blogger kiepsko współpracuje).

„jak...jak stały ląd” – przed znakami interpunkcyjnymi zwykle nie robimy odstępu, ale po nich już zawsze. 

„Czasami bawiło ich, że Nash zachowywał się jak marzycielka, ze złamanym sercem.” – „Marzycielka” ma swój męski odpowiednik: to „Marzyciel”. Poza tym drugi przecinek jest zbędny.

„Justin pożegnał się krótko z grupą, ujmując w tym Nash'a i poprzez wąską alejkę, ruszył w stronę swojego samochodu. Brunet, który wcześniej przyjął zaproszenie od Biebera, machnął niedbale ręką i podbiegł do blondyna. Nie rozmawiali ze sobą podczas drogi, obserwując dokładnie teren wokół siebie.” – wspominałam o tym już wcześniej, a tu mamy kolejny przykład. Zbyt intensywne poszukiwanie synonimów, tworzenie długich zdań, gdy nie potrafimy tego zrobić, a dla czytelnika jest to uciążliwe, bo takie fragmenty zazwyczaj czyta się więcej niż raz. Męczysz się, konstruując jakiś fragment? Odbiorca też to czuje.

„-Wow, posprzątałeś ! - Krzyknął rozpromieniony Nash, a jego policzki zdobił rumieniec, który powstał przez silny wiatr na zewnątrz. Justin zmrużył oczy przypominając sobie, co było powodem do zrobienia porządku, ale usiadł na siedzeniu, wkładając kluczyki do stacyjki.
-Taaa... -Mruknął, wiedząc, że nie może dalej ignorować przyjaciela i myśleć o Gomez. Ten zaintrygowany, rozsiadł się w fotelu i wbił zaciekawiony wzrok w blondyna o czekoladowych oczach. - Dwa dni temu wiozłem Selene i dziewczyny na koncert. Te świruski  wpierdalały chipsy oraz popcorn na tyłach. 
- Och, to ci współczuje, stary. - Usta Nasha wykrzywiły się, kiedy klepał Bibera po plecach, co miało znaczyć, że doskonale rozumie ból przyjaciela. Dla całej paczki porządek w samochodzie był świętością.” – nieścisłość fabularna w jednym fragmencie. Najpierw mamy zaskoczenie nad tym, że Justin posprzątał samochód. Skoro Nash zareagował w ten sposób, możemy śmiało stwierdzić, że porządek w samochodzie jest czymś dziwnym, odstającym od normalności. Na końcu zaś pada stwierdzenie, że „dla całej paczki porządek w samochodzie był świętością.”.

„pieprzyła się z innymi.Kto wie, czy nie zaraziła się jakimś choróbskiem.” – tutaj również powielany błąd. Trzeba będzie popracować nad odstępami ;).

„W tym domu rzadko zdarzały się awantury, ale dzisiejsza sprawa była wielkiej wagi, dlatego nie naskoczyła na swojego przybranego syna, choć była zła, ale zbędna wymiana zdań, przesączona złością, spowodowałaby ich spóźnienie, które działało tylko na niekorzyść.” – przykład zdania zbyt złożonego. Przy tej ilości informacji dobrze jest rozdzielić to na kolejne zdania, inaczej tekst odbierany jest męcząco i jest cięższy do zrozumienia.

Rozdział 2

„Właśnie...Justin.” – znów ten odstęp.

„powiedziałem Ci to już dosyć dawno. - Mruknął” – znów przypadek z zastosowaniem nie tego rozmiaru literki w wyrazie „ci”. Zły zapis dialogu.

„szkoda, że tego nie widzisz. - Powiedziała” – ponownie zły zapis dialogu.

„wyluzował się” – mowa potoczna w narracji, opisywałam w ogólnym komentarzu.

„Mijali piękny ogród, w którym rosły różnorodne rośliny. Począwszy od róż, skończywszy na różnych mchach i porostach.” – zamiast kropki po pierwszej części zdania, należałoby zastosować myślnik, półpauzę lub dwukropek.

„Widoczna była także piękna fontanna” – tu następuje powtórzenie przymiotnika „piękna” (zdanie znajduje się zaraz po tym poprzednim), poza tym „widoczna” nie jest najtrafniejszym określeniem. Czy istnieją okoliczności, w których owa fontanna z ich punktu widzenia byłaby niewidoczna? Raczej „znajdowała się”.

„Budynek był naprawdę duży; stał na środku tego ogrodu.” – średnik tutaj nie pasuje, można zastosować spójnik „i” lub zwykły przecinek.

„Okna były dosyć duże, a balkonów niewiele.” – konstrukcja zdania nie ma większego sensu. „Padał deszcz, a wieprzowa kiełbasa.” – mniej więcej tak to odbieram, choć przykład jest przesadzony. Proponowałabym: „Znajdowały się tam dość duże okna, natomiast balkonów było niewiele.”

„Kobieta czekała już na nich, mając przygotowane wszystkie dokumenty adopcyjne. Miała na ustach uśmiech” – błąd stylistyczny: „mając”, „miała”. Można zastąpić pierwszy z wyrazów „trzymając”.

„- Niech państwo siadają. - Kobieta uśmiechnęła się szczerze” – linijkę wyżej już było napisane, że się uśmiecha. Nie trzeba ciągle powtarzać czytelnikowi tego samego, zaufajmy jego pamięci ;).

„- Proszę się podpisać tutaj, tutaj (...)-” – rozumiem ideę, jednak nie stosujemy wycięcia tekstu w treści własnego opowiadania, tym bardziej w wypowiedzi bohatera. Rozwiązaniem problemu jest usunięcie nawiasu, wtedy wyjdzie zdanie urwane, po którym można dopisać narracją coś w stylu „instruowała kobieta”.

„po krótkich wyjaśnieniach, podczas których kobieta ukazywała swoje czerwone paznokcie oraz wytuszowane rzęsy, rzucające cień na jej zarysowane policzku, Ana i Jeremy z wielką ulgą umieścili swoje podpisy w wyznaczonym miejscu.” – chciałabym się dowiedzieć, w jaki sposób ukazuje się rzęsy i paznokcie, bo nie wiem. „Ukazują” się duchy, wizje, widoki. Druga część zdania  również nie prezentuje się lepiej: „zarysowane policzku”... Czy chodzi to u wyraźnie zarysowane kości policzkowe? Może o zmarszczki? I „policzki”, jeśli już.

„- Teraz zadzwonię do wychowawczyni, która przyprowadzi, Jessice.” – bez przecinka przed imieniem, dodatkowo: przyprowadzi kogo? co? – Jessicę. (zobacz tutaj)

„dziewczyna o ślicznej urodzie” – „śliczna uroda” to taka mokra woda. „Śliczna dziewczyna” lub „dziewczyna o wyjątkowej urodzie”, czy coś w tym stylu.

„Ta bolesna rzeczywistość często przejawiała się nieprzespanymi nocami przez okropne koszmary i tysiącem wylanych łez; zupełnie niepotrzebnie.” – złe zastosowanie średnika.

„Bo mieli być tymi, których kochała i bezgranicznie ufała, mieli nauczyć ją chodzić, pocieszając po każdym upadku, zaprowadzić do przedszkola, zapewniając, że będzie fajnie, kiedy bała się wejść do grupy nieznajomych jej osób, mieli być dumni, widząc jak dorasta, niezależnie od podejmowanych decyzji, dobrych czy złych, mieli ją wspierać i kochać.” – zdanie typu tasiemiec. Omawiałam wyżej.

„Mocniejszy podmuch wiatru spowodował ciarki pojawiające się na jej ciele.” – „spowodował pojawienie się ciarek” lub „wywołał ciarki”.

„rozpalone było czterdziestu stopniową gorączką” – „czterdziestostopniową”. „Czterdziestu” to może być rozbójników z Ali Babą ;).

„- Myślisz o tej adopcji, prawda ? | -Więc co się dzieje ? | -Jessica !” – zastosowałam skrótkę, dzięki której widać, w jaki sposób powiela się błąd: nie robimy odstępów przed większością znaków interpunkcyjnych! Wyjątki to np.: myślnik, otworzenie nawiasu, otworzenie cudzysłowu.

„krótko włosa zasługuje na to bardziej niż ona.” – „krótkowłosa” to jeden wyraz. Można za to „krótko przyciąć włosy” ;).

„Z daleka zobaczyła trzy postacie, w których rozpoznała swoich przyszłych rodziców.” – w epoce wolności płci nie dziwi mnie zbytnio to, że ktoś może mieć dwóch ojców identyfikujących się jako kobiety. Konstrukcja zdania wskazuje na to, że „trzy postacie” stanowiły „przyszłych rodziców” Jessicy, co nie jest zgodne z treścią w najmniejszym stopniu (pamiętam dokładnie, że to była mama i tata).

„Jerem'iego” – „Jeremy'ego”. Tak to się odmienia ;).

„Rzucił niedbale, będąc pewnie, że to któryś z braci Brooks” – domyślam się, że szum przy przeredagowywaniu. „Będąc pewnie (wstaw przymiotnik)” lub „będąc pewny/pewien”.

„Oznajmił ze zrezygnowaniem” – lepiej brzmi:  „oznajmił zrezygnowany”.

„zdążyła się nagromadzić w jego ciele, w dosłownie kilka minut.” – bez przecinka.

W tym miejscu zwróciłam uwagę na to, że postaci często popiskują. Nie jest to błąd, jedynie spostrzeżenie ;).

„kiedy ktoś budził ich o wiele za wcześnie niż była do tego potrzeba.” – konstrukcja zdania leży. Propozycje: „Kiedy ktoś budził ich o wiele za wcześnie.” lub „Kiedy ktoś budził ich wcześniej, niż była potrzeba.”.

„Często zdarzało mu się czuć, jak dziewiętnastolatek próbuje obronić go przed smutkiem, który często go paraliżował.” – znów dziwny twór narracyjny, błąd stylistyczny, poza tym raczej „wyczuwać, że dziewiętnastolatek...”.

„Teraz, każdy z nich jest już dorosły oprócz Nasha, a Bieber wciąż próbuje budować wokół nich ochronną bańkę.” – konstrukcja zdania! Zaburzenie czasu narracji! Przeredagować. Moja propozycja: „Teraz każdy z nich, oprócz Nasha, był już dorosły. Mimo to Biebier wciąż próbował budować wokół nich ochronną bańkę. 

Rozdział 3

„dyrektorka placówki z uśmiechem zadowolenia mijała jego osobę.” – „uśmiech zadowolenia” jest jak „okrągłość koła”. Teoretycznie nic w tym błędnego, ale sensu w pisaniu takich rzeczy za grosz. „Z zadowoleniem” lub „z uśmiechem”.

„Wiedział, że musi ułożyć książki z pudełek” – dzięki konstrukcji zdania można wywnioskować, że jak ludzie budują zamki z piasku, tak Justin konstruuje książki z pudełek.

„Bliźniacy Brooks już tego doświadczyły” – czyżby szybka zmiana płci?

„Czerwonego i zdezorientowanego Adrew'a, para miała totalnie w nosie.” – bez przecinka.

„Anderw wyjdź chyba, że tak bardzo chcesz to oglądać.” – znów ta konstrukcja... „Andrew, wyjdź. Chyba, że tak bardzo chcesz to oglądać”.

„Jej zdecydowane czynności miały uchronić młodego Biebera przed kolejną odmową.” – chyba „powstrzymać młodego Biebera przed...” albo „uchronić Selenę przed kolejną odmową”. Nabałaganiło się w stronach biernych i czynnych, zatracając sens.

„Wyjątkami były imprezy, na których Justin miał w zwyczaju się pojawiać, a wtedy Selena wybiegała z domu, nawet ze świeżo pomalowanymi paznokciami.” – zdanie mało logiczne; zbyt dużo informacji naraz.

„Justin działał już według znanego schematu, pozbawił dziewczynę bielizny, jak również i siebie” – rozumiem, że Justin zabrał samego siebie Selenie? W tym szyku zdania właśnie tak to wygląda.

„To nie była miłość tylko zauroczenie, i nadal tak jest.”  – przecinek przed „i” stawiamy tylko wtedy, kiedy powtarzamy ów spójnik w zdaniu kolejny raz, np.: „Umyłam i nogi, i ręce”.

„Tym gestem chciała pokazać, że podoba jej się to, a najważniejsze była już nad przepaścią, w której czaiła tylko dogłębna przyjemność.” – znów zdanie o dziwacznej budowie, całkowicie nie w naszym ojczystym języku. W drugiej części zdania brakuje spójnika, na końcu zaś znajdują się dwa nietrafione określenia: „czaiła się” (przyczajony tygrys!) oraz „dogłębna” (przeanalizujmy ten temat dogłębnie”. Propozycja: „Tym gestem chciała pokazać, że jej się to podoba. Najważniejszym dla niej było to, że była już nad przepaścią, w której skrywała się ogromna przyjemność”.

„Cała trójka/czwórka/piątka zdjęła różnorodne okrycia ze swoich ramion i za Justinem powędrowała w głąb mieszkania, póki blondyn nagle się nie zatrzymał.” – nie rozumiem zabiegu z ukośnikami. Mam niepotrzebne skreślić? Wybrać sobie, ile osób było?  Poza tym nie można w ten sposób konstruować zdań... „Powędrowała” należy zmienić na „wędrowała”, gdy była to czynność rozciągnięta w czasie, którą przerwało nagłe wydarzenie (czasowniki dokonane i niedokonane).

„Blondyna dotknęło to jak kompletnie olał chłopaków, którzy byli równie zdezorientowany jak on.” – po pierwsze: wyraz potoczny w narracji, po drugie: „byli równie zdezorientowani”.

„Naprawdę przystojnym mężczyzną, który spowodował paraliż ciała drobnej dziewczyny, która czuła się naprawdę nieswojo.” – „naprawdę”? Styl. 

„Przypominał jej typowych, sławnych, wysportowanych i sławnych uczniów z liceum, którzy rządzili całą szkołą.” – a zatem byli sławni, a nawet sławni? Kurczę, cóż za uczniowie!

„22:39
Blondyn, nie mógł dłużej powstrzymywać tego co czuje.
22:40
Używając całej swojej siły, jednym zamachnięciem ręki zrzucił wszystko, co znajdowało się na biurku; książki, długopisy, ramka ze zdjęciem Sel i suchy kwiatek, którym nie chciało mu się opiekować.” – o co chodzi z tym wyliczaniem godziny? Czy jest to zabieg pokazujący, że o 22:39 Justin wybuchł, a o 22:40 rozpoczęła się akcja „zniszcz swój pokój”?

„Justin, nie myślał o tym jak swoimi słowami rani matkę., ale również chciał być szczery.” – wkradła się kropka.

„Po prostu, przestań być powodem łez tej wspaniałej kobiety, która ku Twojemu szczęściu Cię urodziła.” – duże literki, omawiane wcześniej.

„-Och, nie rozczulaj się tak. -odpowiedział nieco rozbawiony. -Cóż ... Dwie proste zasady- w domu schodzisz mi z drogi, a w szkole udajesz, że mnie nie znasz, albo po prostu sie nie odzywasz, kiedy jestem w towarzystwie mojej dziewczyny i przyjaciół.” – po „Dwie proste zasady” należałoby zastosować dwukropek, gdyż uparcie wstawiane dywizy wprowadzają szum.

„Bynajmniej dziś.” – „bynajmniej” to nie to samo co „przynajmniej”. Słówko wytłumaczy ten link.


Rozdział 4

„Przewracała się z boku na bok i wpatrywała w ledwie widoczne ściany w panującym pokoju mroku.” – znów ta konstrukcja... Moja propozycja: „Przewracała się z boku na bok, wpatrując w niemal niewidoczne w mroku ściany.”

„Jeremy odłożył na bok dzisiejszą gazetę, z której wyłapywał najnowsze nowinki ze świata; szczególnie prawniczego.” – znów średnik. Średnik oddziela zdania na ten sam temat, jednak nie w tym samym ciągu myślowym. Coś jak „Ulicę przemierzały tłumy ludzi; niektórzy narzucili na głowy kaptury.”

„Jasne światło dnia uniemożliwiało mi dobre widzenie, jednak postanowił to zignorować, zagłuszając swój mózg tylko o pragnieniu zapalenia skręta.” – literówka. „Mu”, nie „mi”.

„Malboro” – nie ma takich papierosów, o czym już wspominałam. Marka to „Marlboro”.

„Dziewczyna o mało się nie zapowietrzyła, gdy samochód mijał dziewczynę” – styl, powtórzenie „dziewczyna”.

„pod głosił radio” – czy muszę to komentować?

„Justin pokiwał głową z uśmiechem, odrzucając swoje myśli w najciemniejszy zakamarek swojego mózgu.” – nie trzeba pisać drugi raz „swojego”. Po prostu „zakamarek umysłu”, wiadomo, że jego.

„Justin, jako buntownik, był jeszcze większym ciasteczkiem i więcej osób interesowało ich jego życie, którego była częścią.” – „ich” jest zbędne.

„Wiedział, że tego nie lubi./” – nie potrzeba ukośnika.

„Na szczęście, dojechał wcześniej niż myślał i miał chwilę, aby pograć w kosza z kumplami, którzy akurat do czynili.”  – po pierwsze: pierwszy przecinek powinien zniknąć, po drugie: „to”, nie „do”, a po trzecie... „czynili”? Technicznie nie jest to błąd, ale dziwnie brzmi w konwencji nowoczesnej opowieści.

„Przechodząc przez korytarze, pełne uczniów, czuła się lekko osamotniona.” – pierwszy przecinek nie jest potrzebny.

„Koło krótkowłosej dziewczyny przechodziło wiele par i grup przyjaciół, na których widok, poczuła ukucie w sercu.” – „ukucie” chyba ma coś wspólnego z kowalstwem. "Ukłucie" (zobacz tu).

Suma punktów: 25/40 pkt. Gratuluję!

4 komentarze:

  1. Rozwaliłaś mnie informacjami o dębie xD naszczęscie nie każdy czytelnik o tym wie, hah. Świetna definicja interentu, lepiej się tego ująć nie dało xD Jaki znawca papierosów. Ciekawe skąd... Hm? 😂
    Piszesz, tworzysz szablony, piszesz recenzje, bety, a tu... TECHNIK LEŚNICTWA 0.0 podziwiam xD
    Kogoś tu na gify wzięło, hah.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem starym człowiekiem, z wiekiem nabywa się dziwnych umiejętności;)

      Usuń
  2. Wędrowałam sobie po blogosferze i zaczęłam przeglądać zakładki KS'u, trafiając na dział - dawno nie zaglądałam do tej zakładki, przyznaję się bez bicia. Zdziwiło mnie, że recenzja jest taka długa, ale postanowiłam zacząć ją czytać i nie żałuję! Teraz wiem, że powinnam znaleźć sobie kogoś, kto sprawdzałby moje pisadło, przejrzałam rozdziały i mam sporo błędów... Czy znacie może jakichś korektorów, do których mogłabym się zgłosić?

    PS: Troszkę się boję recenzji mojego opowiadania, a termin już za trzy dni... Nie jestem pewna swojego pióra. Mam nadzieję, że recenzja pomoże mi w zwalczaniu błędów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam kocham Twojego bloga :D Cieszę się, że nie prosiłaś mnie o recenzję, bo byłabym bardzo subiektywna i nie przydałabym się na nic :D

      Usuń