Witam, moi kochani! Kolejna recenzja pojawia się na KS zadziwiająco szybko, nie sądzicie? Przyznam się szczerze: zaczęłam ją robić już w lipcu, więc pozostało mi dokończyć to i owo. Wiele czasu zajęła mi jedna rzecz: tworzenie wykazu błędów dla tej opowieści. Starałam się jak najzrozumialej ubrać w słowa to, do czego się „czepiałam” i mam nadzieję, że z tej ocenki popłyną nauki nie tylko dla autorki bloga. Chcecie dowiedzieć się, o czym mowa? Zapraszam do przeczytania recenzji!
Pierwsze wrażenie: 4 pkt.
a) grafika: tak się składa, że sama robiłam szablon na tego bloga. Nie mogę więc obiektywnie go ocenić! To moja praca sprzed bardzo dawna, więc w tej kategorii dam maksymalną ilość punktów, a autorka (jeśli ma ochotę), może wyrazić chęć, bym zrobiła dla niej nowy szablon (poczyniłam dość spore postępy; pracuję teraz dla Sidereum Graphics. Zamówienie może odbyć się całkowicie poza szabloniarnią i wszelkimi kolejkami: sama uważam, że robotę można było zrobić o wiele lepiej.). 3 pkt.
b) dobór czcionek: tu mogę już śmiało napisać, co jest nie tak: tekst wklejany na bloga ma formatowanie z programu do edycji tekstu. To wygląda nieciekawie. Można usunąć formatowanie z panelu bloggera lub wkleić tekst najpierw do Notatnika, a już z niego przekopiować do bloggera. Twój sposób postępowania sprawia, że czcionka niezbyt pasuje do szablonu, ponadto jest absurdalnie mała (font szeryfowy wymaga troszkę większego rozmiaru). 1 pkt.
Obsługa bloga: blog obsługuje się dobrze, wszystko jest na swoim miejscu, łatwe do odnalezienia i przystępne. Moja drobna aluzja będzie dotyczyć czatu na blogu, czy raczej jego braku. Być może tego nie zauważyłaś, więc łap screena ;). Mimo to uzyskujesz maksymalną ilość punktów w tej kategorii. 4 pkt.
Tekst: 18 pkt.
a) błędy ortograficzne: przykro mi to stwierdzić, ale są. Znajdziesz je w wykazie błędów. Często zdarzają Ci się błędy stylistyczne, związane z powtórzeniem tych samych wyrazów w jednym zdaniu. Masz też niekiedy problem z kategorii „razem czy osobno”, a nawet bywa, że użyte przez Ciebie wyrazy nijak się mają do treści (również w wykazie błędów wyszczególniłam takowe). Nie pojawiają się one jednak wyjątkowo często ani nie należą do rasowych byków, więc... 2 pkt.
b) błędy interpunkcyjne: interpunkcja nie jest Twoją mocną stroną. Wiele zdań ma przecinki w dziwnych miejscach (np. „Kto, by pomyślał, że będę szczęśliwa, wchodząc do Ohio”), często też ich brakuje. Ogólnie jesteś bardzo oszczędna w gamie symboli, jakimi operujesz. Wyjaśniam to szerzej w komentarzu ogólnym. 1 pkt.
c) spójność: w tej kategorii niestety również popłynęłaś. Rozumiem, co chciałaś osiągnąć, jednak płynne przejścia ze wspomnień do rzeczywistości nie do końca się udały. Choć nie to jest głównym zarzutem. Piszesz często bardzo długie zdania, wielokrotnie złożone, ciągnące się linijkami i zawierające wiele informacji. Przez ten zabieg czytelnik gubi się, musi ponownie czytać dany akapit, a często w zdaniu i tak brakuje sensu. W wykazie błędów wypisałam te zdania, tutaj podam tylko jeden przykład: „Dopiero, gdy odwrócił głowę w moim kierunku powolnym ruchem jednocześnie poruszając ciemną grzywą, która opadła mu na twarz, która mimo zmiany pozycji nadal pozostawała w cieniu.”. W tej kategorii nie mogłam dać więcej niż 2 pkt.
d) narracja: zwykle prowadzisz ją lakonicznie, co jest zastanawiające, gdyż stanowi ona niemal całe pierwsze trzy rozdziały. Podjęłaś się prowadzenia opowieści w pierwszej osobie i... zarazem jakbyś nie chciała znać myśli bohaterki. Do czego dążę? Już wyjaśniam: musisz doszlifować swobodny przepływ myśli, by Lucy nie pozostawała papierowa. W rozdziale trzecim jest tego świetny przykład: „Gdyby mój ojciec zobaczył mnie w tym momencie. Leżącą pomiędzy pustymi kartonami, obwiniającą się za wszelkie zło. Dobrze wiedziałam co, by mi powiedział.”. Problem polega na tym, że nie dowiadujemy się, co właściwie ów ojciec by powiedział, ponieważ bohaterka o tym... nie myśli. 3 pkt.
e) lekkość pióra: tu czeka Cię, kochana autorko, jeszcze dużo pracy. Przeczytałam pięć rozdziałów i na tym kończy się moja przygoda z opowiadaniem. Tyle dlatego, że takie są wytyczne recenzji, gdyby nie to, skończyłabym już po trzecim rozdziale. Teraz pewnie sprawiłam Ci przykrość, ale czytaj dalej, a (być może) przyznasz mi rację. Nie mam na celu zniechęcenia Cię do pisania, bo widać, że się starasz. Używasz niebanalnych wyrazów, choć niekiedy nietrafnie, ale jednak. Masz pomysł na historię o bardzo ciekawej tematyce, stworzyłaś świat, w którym nie popełniasz pomyłek rzeczowych. Niestety: przez ogół błędów, od których się aż roi w opowiadaniu, całkowity brak akcji i zbyt lakonicznie opisaną główną bohaterkę: znudziłam się. Szerzej opisane jest to w komentarzu ogólnym. 6 pkt.
f) dialogi: gdyby nie rozdział piąty, kompletnie nie miałabym tu co oceniać. Jednak w końcu się doczekałam i... wyszedł bardzo sztucznie. Przynajmniej sam początek rozmowy z Jonathanem sprawiał wrażenie, jakby ktoś oglądał pierwszą próbę sztuki teatralnej. Brakowało im jedynie kartek ze scenariuszem w dłoniach. Później już się rozkręciłaś, choć dodałaś troszkę za dużo patosu w wypowiedź Lucy. Spokojnie, nauczysz się jeszcze tego;). 4 pkt.
Komentarz ogólny:
Recenzowane opowiadanie opowiada o świecie, w którym rozpoczęła się Apokalipsa. Zwykle w tego typu utworach mamy do czynienia z wojną (szczególnie nuklearną) albo motywem Zombie, czego nie znajdziemy w „Pladze”. Podejście do tematu jest świeże, nietuzinkowe i, co najważniejsze, niebanalne. Nie jestem być może zbyt wielką kinomianiaczką, ale czytałam sporo książek. Podobny chwyt (choć nie taki sam) pamiętam tylko w filmie „Zdarzenie” z 2008 roku, jednak tam fabuła miała zupełnie inny obrót. Zyskujesz u mnie bardzo duży plus za pomysłowość!
Pierwsze trzy rozdziały z powodzeniem mogłyby pełnić rolę prologu. Nie mamy w nich akcji, zyskujemy jako odbiorcy jedynie szczątkowe informacje na temat tego, jak żyła bohaterka przed i po wybuchu zarazy. Jak wspominałam wcześniej, jesteś bardzo oszczędna w narracji: w zbyt małym stopniu opisałaś uczucia bohaterki, świat ją otaczający, a nawet samą postać, przez co nie byłam w stanie wczuć się w jej sytuacje. Po pięciu rozdziałach wiem jedynie, że ma na imię Lucy, ma szesnaście lat, żyje na stacji i jej ojciec kiedyś w piwnicy dał jej kurtkę. O, jeszcze, że miała telefon komórkowy! To wszystkie informacje, jakie zawarłaś w tekście. Owszem, narrator coś tam wzmiankuje o tym, jaka bohaterka była, aczkolwiek nie stoją za tym przykłady, sytuacje, emocje, przez co znika to gdzieś pomiędzy drobną czcionką opowiadania a licznymi powtórzeniami i błędami interpunkcyjnymi... Zawsze w recenzjach udzielam porad, w jaki sposób zaradzić problemom. Dla Ciebie również mam wskazówki: postaraj się wczuć w postać. Pamiętaj, że nie wystarczy napisać, że ktoś „jest smutny”, by faktycznie „był smutny”. Już wyjaśniam zawiłość tłumaczenia. Przyjrzyjmy się sytuacji z końcówki czwartego rozdziału:
„To mógł być wiatr, to jeszcze nic nie znaczy — uspokajałam siebie.
Ale wtedy, jakbym to coś wiedziało, że potrzebuje dowodów, by uwierzyć w jego istnienie, rozległo się szuranie. Ktoś najwidoczniej schylił się po ten przedmiot, potem uderzył o powierzchnie. Zupełnie jakby nie przejmował się tym, że może zostać zauważony. Na ten moment czekałam od momentu, gdy otworzyłam drzwi mojego domu. Wstałam…”.
W tym fragmencie Lucy słyszy niepokojący dźwięk. Dodatkowej grozy sytuacji dodaje fakt, że bohaterka jest przekonana o tym, iż jest ostatnim zdrowym człowiekiem na Ziemi. Co za tym idzie: źródłem hałasu mógł być niemal wyłącznie wróg: jeden z Zakażonych. Jak ludzie reagują na strach? Jakie motywacje mogą przekonać, by sprawdzili źródło dźwięku? Zadaj sobie te pytania. Przypomnij sobie odczucia, które towarzyszyły sytuacjom, w których naprawdę się bałaś... Strach powoduje naprawdę wiele efektów ubocznych: wyostrzenie zmysłów, nerwowość ruchu, przyspieszenie oddechu, szalone bicie serca a nawet oblewanie się zimnym potem. Odczuć przy tym jest znacznie więcej, a ja podałam zaledwie przykłady. Dodaj troszkę dynamiki, silnych emocji do tego, co opisujesz, a odbiorcy również to poczują ;). Moja propozycja:
„To mógł być wiatr... To jeszcze nic nie znaczy.... - Próbowałam opanować panikę i uspokoić nieco myśli, by móc podejmować racjonalne decyzje.
Wtedy – jakby to „coś” przeczuwało, że nie jestem przekonana co do jego obecności – rozległo się szuranie. Teraz miałam pewność: nie mam omamów słuchowych. Moje serce przyspieszyło, a oddech stał się o wiele płytszy. Nasłuchiwałam dalej, snując domysły, co dzieje się poza moim wzrokiem. Odgłosy z zewnątrz sugerowały, że „ktoś” upuścił na asfalt jakiś przedmiot, a następnie spróbował go podnieść, by znów mu wypadł. Moje brwi powędrowały ku sobie. Nie wiedziałam, czy mam do czynienia z kolejnym Zarażonym, czy może kimś, kto był taki jak ja, tylko bardziej niezdarny. Intruz wcale nie przejmował się tym, że ktoś może go usłyszeć. Ludzie, którzy nie chcą być zauważeni, zachowują się jak ja: chowają w cieniu i boją głośniej oddychać. Kto znajdował się za ścianą? Muszę się tego dowiedzieć. Po prostu: muszę!
Nabrałam głębiej powietrza w płuca, po cicho wstałam z podłogi. Miesiące spędzone na ukrywaniu się nauczyły mnie, w jaki sposób stawiać stopy, by nie powodować hałasu. Nabieram kocich ruchów – pomyślałam ironicznie, skradając się ku wyjściu.”.
W związku z tym, że recenzja jest długa, proponuję włączyć piosenkę, którą wrzuciłam powyżej :). Jest troszkę adekwatna do poniższego fragmentu recenzji.
Opisy w opowiadaniach nadają klimat historii, więc nie bój się pisać nawet o oczywistościach. Lucy przebywa sama od długiego czasu, sama niejednokrotnie wspomina o tym, że próbuje zabić nudę. Zamiast napisać „zabijała nudę”, opisz sytuacje, w których odbiorca to poczuje. W jednym w pierwszych dwóch rozdziałów wspominałaś, że „liczyła ilość przebytych kroków”. Pokaż ją w tej sytuacji, gdy idzie pustą ulicą, samotna, ostatnia dziewczyna na świecie, skazana na śmierć w samotności i umilająca sobie czas bezsensownym liczeniem kroków. Przecież tyle jej pozostało: własne towarzystwo. Opisy, opisy i jeszcze raz opisy! Chcę jej współczuć, chcę czuć pustkę w sercu, gdy widzi ostatni raz rodziców, chcę CZUĆ tę bohaterkę. Daj mi możliwość przeżycia historii w ten sam sposób, jak czułaś ją Ty, kiedy wystukiwałaś kolejne zdania w edytorze tekstu.
Jeśli popracujesz nad opisami, to rozwiąże się nawet problem tego, że w opowiadaniu (pierwsze trzy rozdziały) kompletnie nic się nie dzieje. Umiejętne pisanie sprawia, iż nie potrzeba akcji, by było ciekawie. Za przykład mogę podać Ci recenzowanego przez Netkę bloga KLIK: opowieść zawarta na nim nie ma niemal w ogóle akcji, a czyta się to wprost nieziemsko (sama się skusiłam i przeczytałam bloga).
Kolejną rzeczą, nad jaką musisz popracować, jest interpunkcja. Byłabym nieszczera, gdybym to osłodziła, więc: nie potrafisz wstawiać przecinków, a to smutne, bo używasz głównie ich. W wykazie błędów opisałam na przykładzie, jak można zastępować nadmierną ilość przecinków, więcej o znakach interpunkcyjnych przeczytasz w naszej „Szkółce”. Wracając do przecinków: są one trudne do nauczenia, jednak można je w choć minimalnym stopniu opanować. Kiedy nie jesteś pewna, czy wstawiłaś przecinek w odpowiednie miejsce: googluj. Daj tekst do sprawdzenia mamie/koleżance/polonistce/komukolwiek, kto choć troszkę zna się na pisaniu, niech on to przeczyta, wysłuchaj jego uwag i postaraj się doprowadzić treść do takiego stanu, w którym będzie dla odbiorcy „OK”. Dlaczego interpunkcja jest tak ważna? Nadaje ona rytm temu, co czytamy. Dzięki temu nawet niezbyt porywający tekst czyta się dobrze. Przykład:
„Nigdy nie wierzyłam w wampiry, aż do teraz, bo spotkałam jednego.”
„Nigdy nie wierzyłam w wampiry. Aż do teraz, bo... spotkałam jednego.”
Mam nadzieję, że rozumiesz, o czym piszę.
Istotną rzeczą jest stylistyka opowiadania. Nie będę się tu zbyt długo rozpisywać, gdyż i nie ma nad czym. Zasada jest prosta: nie powtarzamy tych samych wyrazów zbyt często. Najlepiej nauczyć się, że dane słowo możemy użyć nie częściej niż po trzech kolejnych zdaniach. Wiadomo: czasami chcemy powtórzyć wyraz dla „wzmocnienia efektu”. To jedyny przypadek, w którym powinnyśmy napisać dwa razy to samo obok siebie. W wykazie błędów zwróciłam uwagę na część tego typu zabiegów.
Ostatnią część poświęcę na ogólnych koncept. Na samym początku wspominałam, że masz bardzo dobry pomysł na opowiadanie (może nawet i książkę). Dopracuj bohaterów (w szczególności Lucy, bo jako postać pierwszoplanowa musi być kimś, kto zapadnie nam w pamięć), włóż więcej serca w opisy, zadbaj o detale. Lucy pomieszkuje na stacji paliw. Domyślam się, że podczas Apokalipsy może być ciężko o wodę bieżącą i zrobienie prania, więc pewnie jest brudna. Przykurz jej ubrania, umieść brud za paznokciami, niech jej włosy mają kołtuny. Opisz noszone przez wiatr śmieci, grube warstwy kurzu na półkach, pleśń na produktach, wspomnij o odorze psującej się krwi i ciał (Lucy na pewno mijała jakieś ciała, w różnym stanie rozkładu). Obudź jej tęsknotę za domem, opisz wspomnienia, choćby banalnych rzeczy, by wywołać tęsknotę u czytelników... Jeśli nie „zabrudzisz” tego opowiadania, nadal będzie ono „Post-Apo Disney Original”. Diabeł tkwi w szczegółach... Geniusz też ;).
Podczas czytania „Plagi” dało się wyczuć, że się starałaś. Ponieważ tematyka opowiadania ma potencjał, ponadto sprawiłaś wrażenie osoby, której zależy na tym, co pisze, proponuję pomoc: możesz się ze mną konsultować w sprawach opowiadania, a ja postaram się rozwiać wszelkie wątpliwości, by pomóc Ci stać się mistrzem pióra. Czeka Cię jeszcze długa droga, pełna przecinków, średników i wielokropków, ale warto ją przebyć.
W sprawie konsultacji lub/i szablonu – pisz proszę na maila: stoneczka.fryteczka@gmail.com.
Na osłodzenie tych gorzkich słów dodam, że w miarę pisania jakość się poprawia. Rozdział piąty nabrał lekkich rumieńców (nie tylko dzięki poczerwienieniu policzków bohaterów ^^), a tekst jest bardziej wciągający.
Wykaz znalezionych błędów:
Rozdział I
„Rzecz w tym, że nic nie jest mniej efektowne niż plaga; wielkie nieszczęścia, już dzięki swemu trwaniu, są monotonne”. – to źle zapisany cytat. Kropka powinna wchodzić w jego skład, gdyż tak jest w tekście. Poza tym, cytując kogokolwiek, należałoby wskazać źródło cytatu. W tym przypadku mamy do czynienia z dziełem niejakiego Alberta Camusa, mianowicie utworem pt. „Dżuma”. W tym przypadku, za cytatem, np. po myślniku, znaleźć powinna się adnotacja w stylu: „A. Camus, Dżuma”.
„Trochę czasu zajęło mi zrozumienie jak przyziemne, było wtedy moje myślenie.” – brak przecinka przed jak, za to ten po przyziemne jest niepotrzebny :).
„[…] ulice zamieniły się w wielkie bagno przez które kolejno próbowały się przecisnąć karetka, policja i straż pożarna.” – brakuje przecinka przed „przez które”. KLIK.
„Z perspektywy mojej aktualnej sytuacji raczej lepiej przygotowałabym się do samotnego życia i walki z żywiołem.” – zastąpiłabym tu wyraz „raczej” określeniem „zapewne”. Wydaje mi się, że lepiej by wpasowało się w klimat, aczkolwiek to moja opinia ;). Poza tym, przed owym „raczej”, powinien być przecinek.
„Od kiedy ostatni raz widziałam, jakąkolwiek znajomą mi twarz minęły dni, tygodnie, miesiące, a może i lata.” – rozszalałe przecinki ;). Po prostu zapiszę poprawnie: „Od kiedy ostatni raz widziałam jakąś znajomą twarz, minęły dni, miesiące [...]”. Nie trzeba pisać, że „znajomą mi”, gdyż to oczywiste ;). Gdyby bohaterka nie znała tej twarzy, nie byłaby ona jej znajoma.
„Chwilami ścigałam się sama ze sobą, czy liczyłam ilość przebytych kroków.” – w tym przypadku przed „czy” nie powinno być przecinka. KLIK.
„Tak, było, przynajmniej gdy wierzyłam, że nie jestem sama.” – szalone przecinki, znów. Dodatkowo po stwierdzeniu: „Tak było” dałabym wielokropek, który nada troszkę bardziej uczuciowy ton wypowiedzi. Moja propozycja: „Tak było... Przynajmniej, gdy wierzyłam, że nie jestem sama”.
„Kto, by pomyślał, że będę szczęśliwa, wchodząc do Ohio?” – bez przecinka po „Kto”.
„Ze szczytu gapiła się na mnie z chytrym uśmieszkiem kiwająca się hawajska lalka.” – styl. Powtórzenie „się”, w ogóle powinnaś przyjrzeć się ilości „że” w rozdziale pierwszym, bo jest tego całkiem sporo (patrz: komentarz ogólny). Zacytowane zdanie należałoby troszkę przeredagować, moja propozycja: „Ze szczytu, z chytrym uśmieszkiem, wlepiała we mnie oczy kiwająca się hawajska lalka.”
„Czasami nawet ktoś za kim nie przepadamy, jest lepszy od samotności, jaką zgotował nam świat.” – brak przecinka przed „za kim”. Podczas sprawdzania mojej recenzji Netka zasugerowała jeszcze, by zamienić „przepadamy” na „przepadam”.
„Śmieszne jest to, że przed Plagą jedyne czego chciałam to wyrwać się z tego miejsca.” – brak przecinka przed drugim „to”; by uniknąć błędu stylistycznego proponuję pierwsze „to” zwyczajnie wyrzucić i gitara gra ;).
„Indiana była całkowicie zalana wodą, jak również terenami równinnymi i w tamtym okresie ogromną ilością komarów.” – rozumiem, że Indianę zalewały tereny równinne? Chyba rozumiem zamysł, ale troszkę to źle brzmi... By zachować sens metafory i poprawić nieco wydźwięk, proponowałabym taki zabieg: „Indiana – równinna kraina, była całkowicie zalana zarówno wodą, jak i ogromną ilością komarów.”. Taka moja luźna sugestia, naturalnie, jeśli nie zgadzasz się z nią (technicznie zdanie jest poprawne), możesz zignorować sugestię ;).
„Jedyne co w tym miejscu potrafiło przywołać uśmiech na mojej twarzy to mój dom.” - „Jedynym, co w tym miejscu potrafiło przywołać uśmiech na mojej twarzy, był mój dom”. Tak bardziej po polsku, bardziej literacko ;).
„W momencie, gdy wybuchła zaraza dom zamienił się w nasze schronienie.” – brak przecinka przed „dom”.
„,,wszystko będzie dobrze’’” – to nie jest cudzysłów. To dwa przecinki i dwa apostrofy, czy co to w ogóle jest. To jest cudzysłów: „”. Wystarczy pisać na Wordzie czy darmowym, ogólnodostępnym pakiecie OpenOffice, by nie mieć takich problemów ;). Bo, przykro mi, to widać.
Rozdział II
‚,Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu.’’ – tu mamy dwa (wyszczególnione już wcześniej) błędy: dziwny zapis cudzysłowu oraz niewłaściwą formę przekazania cytatu. W tym przypadku niewymieniony został Mark Twain. Dwukrotne zwrócenie uwagi jest wystarczające, zatem do tej kwestii wracać już nie będę ;).
„Kiedyś zaśmiałabym się, gdyby ktoś kazał mi usiąść i odłożyć telefon, teraz jedyne co pozwalało mi na kontakt z wszechświatem to uszkodzony telefon stacjonarny, tak okazuje się, że jeszcze istnieją, brudne szyby ukazujące pustą drogę i moja wyobraźnia.” – kiedyś pani od polskiego (pozdrawiam, pani Z., jeśli to pani z jakiegoś dziwnego powodu czyta!) powiedziała mi, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Zarzuciła frazesem, ale gdy pozna się kontekst, łatwiej będzie docenić to powiedzenie. Sprawa polegała na tym, że jako gimnazjalistka, pisząca do szkolnej gazetki, uznawałam długie (niczym makaron) zdania, za „bardziej profesjonalne”. W zdaniu typu „tasiemiec” łatwiej o błędy, znudzenie czytelnika, zatracenie dynamiki i utratę zainteresowania odbiorcy. Owszem, dobrze konstruować dwukrotnie, nawet trzykrotnie złożone zdania, jednak to trzeba umieć robić. Zacytowane przeze mnie zdanie (pomijam błędy interpunkcyjne) ma ten problem, że zajmuje trzy linijki czcionką Times New Roman 12pt w Wordzie. Jest długie, nudne, dziwnie skonstruowane. W tym miejscu zaprezentuję Ci, jak zrobiłabym to ja (co nie znaczy, że jestem alfą i omegą pisania, po prostu lubię czytać i coś tam czasem się skrobnie ;)).
Zdanie zawiera trzy główne informacje: 1. O telefonie komórkowym, 2. O telefonie stacjonarnym, 3. Samotność dziewczyny. Najważniejszym z celów wypowiedzi jest pogłębienie poczucia pustki, tego osamotnienia, tragizmu sytuacji. Ujęłabym to w ten sposób:
„Kiedyś zaśmiałabym się, gdyby ktoś kazał mi usiąść, odłożyć telefon. Teraz... Jedynym, co pozwalało mi na kontakt z wszechświatem był uszkodzony telefon stacjonarny. Tak, okazuje się, że one jeszcze istnieją. Poza nimi są jeszcze brudne szyby, przez które widać pustą drogę i moja wyobraźnia.”
Nie bój się używać znaków interpunkcyjnych ;). Są wielokropki, dwukropki, średniki, myślniki, nawiasy, wykrzykniki... One nadają czytelnikowi rytm czytania.
Ogólnie o przecinkach (nie ma sensu powtarzać się w kółko i zaznaczać kolejnych zdań): zdania wtrącone oddzielamy przecinkami KLIK; przecinki stawiamy przed lub po dopowiedzeniach KLIK;
przecinek znaleźć powinien się za każdym razem w zdaniu złożonym, czyli gdy z jednego zdania można zrobić dwa zdania (zdanie posiada czasownik; tyczy się to również równoważników zdań) KLIK.
„Potem przyszły kolejne pół roku.” – literówka, ja mniemam. „Przyszło”.
„Musiałam zaakceptować prawdę, czemu towarzyszyła wściekłość. W momencie, gdy zdałam sobie sprawę z tego, w jakiej sytuacji jest, dopadł mnie smutek.” – Wynika z tego, że Lucy zdała sobie sprawę z tego, w jakiej sytuacji aktualnie znajduje się prawda/wściekłość. Jeśli tak miało być, zignoruj dalszą część akapitu. Jeśli nie: zmień „w jakiej sytuacji jest” na „w jakiej sytuacji jestem”.
„[…] że układanka zaczyna się układać.” – a masełko jest maślane ;). Zdanie można przeredagować na kilka sposobów, zwykle w literaturze jest jednak stosowany zabieg: „elementy układanki zaczynają do siebie pasować” lub „elementy układanki zaczęły wskakiwać na swoje miejsce”.
„[Gniew] ciągnął się, przez kolejne [miesiące] kolejno przeplatając się z negocjacjami.” – znów masełko maślane. Moja propozycja: „Mniej więcej na początku siódmego miesiąca i ciągnął się przez kolejne, przeplatając się z negocjacjami.”
„Rzucałam przedmiotami po całym pomieszczeniu, próbowałam wydrapać sobie paznokcie, uderzałam głową o ścianę, próbowałam wszystkiego, by zagłuszyć ból psychiczny, jaki mnie dopadł, poczucie winy.” – troszkę niezgrabnie wyszło. Czytając to zdanie, zapewne sama zauważyłaś, że coś nie gra? Troszkę zastanawia mnie też, w jaki sposób można wydrapać sobie paznokcie... Moja propozycja: „Rzucałam przedmiotami po całym pomieszczeniu, nadrywałam paznokcie, drapiąc z bezsilności co popadło, uderzałam głową o ścianę... Próbowałam wszystkiego, by zagłuszyć nieznośny, nieodstępujący mnie na krok ból psychiczny, by uśpić poczucie winy.”
Rozdział III
„[...] gdy budzicie się, następnego dnia następuje koniec.” – „następnego” i „następuje”. Brzmi to niezbyt dobrze. Moja sugestia: „gdy budzicie się kolejnego dnia: następuje koniec.”
„Obserwujecie jak wasza najlepsza koleżanka na waszych oczach strada zmysły.” – „wasza”, „na waszych”. Styl. Moja sugestia: „Obserwujecie, jak najlepsza koleżanka na waszych oczach traci zmysły.”
Kontynuując analizę poprzedniego cytatu: nie istnieje czasownik „stradać”. Zobacz sama KLIK. W słowniku funkcjonuje wyraz „strada”, jednak ma zupełnie inne znaczenie od zamierzonego. KLIK. Jest to model fiata.
„Badałam wszystkie scenariusze, ale wszystko było pewne. W ciągu jednej nocy zmieniło się wszystko, co jak dotąd znaliśmy.” – „wszystkie”, „wszystko”, „wszystko”. Styl. Poza tym czuję niedosyt i lekką konsternację. W poprzednich rozdziałach czytaliśmy, że główna bohaterka była zwyczajną nastolatką. W jaki sposób prowadziła badania? Skąd pozyskiwała informacje? Musiałaby posiadać sporo informacji, by wyciągnąć jakiekolwiek sensowne, naukowe wnioski, do jakich w istocie dążą „badania”. Moja sugestia: „Rozmyślałam nad wieloma scenariuszami, ale wszystko było pewne. W ciągu jednej nocy całkowicie zmienił się świat, który znaliśmy dotychczas.”
„Z początku rodzice zabierali dzieci na pogotowie, wzywano karetki, potem ludzie stracili nadzieję.” – tutaj znów mamy do czynienia z oszczędnością w znaki interpunkcyjne. Zapis zdania sprawia, że czytamy je jednym cięgiem, nie oddając w ogóle nastroju, tragizmu, dramatu... Odczuć, jakie przeżyła bohaterka. Moja sugestia: „Początkowo wzywano karetki, rodzice zabierali dzieci na pogotowie... Potem ludzie stracili nadzieję.”
„Jednak dopiero, gdy ich straciłam, doceniłam prezent, który był ich ważną częścią. Ta kurtka to był mój ojciec, a tera i ja.” – powtórzenie „ich”. Zdarzyła się również smaczna literka (w „teraz” zjadłaś „z”. Wyszło z tego całkiem dresiarskie zdanie :D). Moja sugestia: „Otrzymany prezent doceniła dopiero, gdy ich straciłam. Tą kurtką był mój ojciec, a teraz również i ja.”.
„Gdyby mój ojciec zobaczył mnie w tym momencie. Leżącą pomiędzy pustymi kartonami, obwiniającą się za wszelkie zło. Dobrze wiedziałam co, by mi powiedział.” – tutaj znowu mamy nie umiejętne stosowanie znaków interpunkcyjnych. Proponuję te trzy zdania połączyć w jedno, zaopatrzone we wtrącenie. Moja sugestia: „Dobrze wiedziałam, co powiedziałby mój ojciec, gdyby zobaczył mnie w tym momencie: leżącą pomiędzy kartonami, obwiniającą się ze wszelkie zło.”. Przydałoby się również napisać, cóż ten tatuś faktycznie „by powiedział”. Swobodny przepływ myśli u narratora pierwszoosobowego powinien być naturalny: bohaterka znała swojego tatę, zatem w takiej sytuacji w jej głowie rozbrzmiałby komentarz w jego stylu. Z fragmentu wynikło, że dziewczyna myśli o tym, że wie, co powiedziałby jej ojciec. To mało naturalnie.
„Nagle, był to ułamek sekundy, coś, co gdyby nie moje natężenie pewnie bym przegapiła, rozległ się cichy dźwięk. Jakby coś upadło na asfalt.” – wyszedł tu niezły bałaganik... Zdanie musiałam czytać trzykrotnie, by wyłapać wszystkie zawarte w nim informacje, a to niestety zburzyło cały nastrój sceny. W zdaniu pierwszym czytamy o „moim natężeniu”. O jakim „natężeniu” mowa? Domyślam się, że chodziło o zmysł słuchu ;). Moja sugestia: „Nagle usłyszałam cichy dźwięk. Trwał nie więcej niż ułamek sekundy i gdyby nie mój natężony słuch, zapewne bym go przegapiła. Brzmiał, jakby coś upadło na asfalt.”
„Ale wtedy, jakbym to coś wiedziało, że potrzebuje dowodów, by uwierzyć w jego istnienie, rozległo się szuranie.” – proponuję przeczytać tekst przed opublikowaniem lub poprosić kogoś, by posprawdzał choć literówki. Pojawił się nawet błąd orograficzny... Dowodów potrzebowała narratorka, zatem „potrzebuję”, a nie „potrzebuje”. Kolejną rzeczą jest literówka: jakby to coś” a nie „jakbym to coś”. W ogóle kolejne zdanie stało się istnym bałaganem... Moja sugestia: „W tym momencie rozległo się szuranie, jakby to coś wiedziało o tym, że potrzebuję dowodów, by uwierzyć w jego istnienie.”
„Ktoś najwidoczniej schylił się po ten przedmiot, potem uderzył o powierzchnie.” – „powierzchnię” czego? Asfaltu? Tylko... dlaczego? Co tam tak właściwie się stało? Odniosłam wrażenie, że ów „ktoś” najpierw „coś” upuścił, potem to podniósł i znów mu upadło, bo taka niezdara z niego była, albo (w jeszcze dziwniejszym wariancie), po prostu był pijany i „zaliczył glebę”, na co wskazywałby szyk zdania.
„Na ten moment czekałam od momentu, gdy otworzyłam drzwi mojego domu.” – „moment”, „momentu”. Styl. „Na ten moment czekałam od chwili, gdy otworzyłam drzwi mojego domu.”
„To oznaczało, że aby poznać szczegóły musiałam wyjść na zewnątrz. Nie byłam na zewnątrz od bardzo dawna.” – powtórzone „za zewnątrz”. Proponuję drugi raz zastąpić te wyrazy określeniem „tam”, powinno działać :D.
„Może to fakt, iż od dawna nie zdarzyło się w moim życiu nic nadzwyczajnego, lub chociażby potrzeba adrenaliny, czy też ciekawość, które zatuszowały strach.” – to zdanie jest niedokończone. Brakuje tu sensu. Takie coś mogłoby być napisane po fragmencie kolejnego zdania (patrz niżej).
„Ale kilka minut później delikatnie uchyliłam szklane drzwi i wypełzłam na środek drogi, wyciągając przed siebie pistolet z udawaną pewnością siebie zakrywającą niepewność.” – zdanie zaczynające się od „ale” nie ma to racjonalnego wyjaśnienia. Koleją rzeczą jest ostatni jego fragment. Nie ma potrzeby dodawać, że „udawana pewność siebie zakrywa niepewność”, bo to oczywiste. Moja sugestia do dwóch ostatnich cytatów: „Nie wiem, co sprowokowało mnie do takiego zachowania. Może to fakt, że od dawna w moim życiu nie działo się nic nadzwyczajnego i brakowało mi adrenaliny, może zwykła ciekawość, wyciszająca strach. Kilka minut później delikatnie uchyliłam szklane drzwi i wypełzłam na środek drogi. Wyciągnęłam przed siebie pistolet i, udając pewną siebie, powiedziałam:” – co zarazem naprawi nam brak narracji w kolejnej linijce.
Rozdział IV
„Dopiero, gdy odwrócił głowę w moim kierunku powolnym ruchem jednocześnie poruszając ciemną grzywą, która opadła mu na twarz, która mimo zmiany pozycji nadal pozostawała w cieniu.” – ale co „dopiero”? Dodatkowo: powtórzenie „która”; zdanie jest poplątane i pogmatwane, przez co nielogiczne. Moja propozycja: „Powoli odwrócił ku mnie głowę, co zaowocowało poruszeniem ciemnej grzywy, która zasłaniała oblicze postaci. Mimo zmiany pozycji, nadal nie mogłam dostrzec twarzy.”
„Wyglądał jak typ chłopaka, który w czasach licealnych zawsze siedział sam gdzieś na uboczu, może czasem się zdarzyło, że miał swoją własną grupkę kujonów, albo motocyklistów.” – to chłopak wyglądał jak nerd czy jak buntownik? To dwa różne typy facetów.
„— Lepiej odłóż tą broń, bo się zranisz .” – „tę” broń, gwoli ścisłości. Z uwagi na to, iż jest to wypowiedź bohatera mogącego mówić niepoprawnie, ten ustęp nie wlicza się do oceny ogólnej.
„Jego głos był natomiast ciepły niczym słońce i nie to, które smaży cię na skwarka, tylko te, które wydostaje się niewinnie przez burzowe chmury i tańczy w deszczu w letnie dni.” – znowu zdanie „spaghetti” ;). Ogólnie muszę wspomnieć, że masz delikatny problem z określeniem, jakiego rodzaju są rzeczy. Tutaj Słońce jest określane jako rodzaj nijaki („to”) oraz niemęskoosobowy („te”). Co jeszcze należałoby wspomnieć: jeśli piszesz o gwieździe o nazwie Słońce, słowo piszemy wielką literą. Moja propozycja: „Jego głos był ciepły niczym Słońce. Nie mam tu na myśli tego, smażącego człowieka na skwarka, tylko to przedzierające się przez burzowe chmury, tańczące w deszczowe, letnie dni.”.
„[…] jaki pasował mu do wyglądu.” – „jaki pasował do jego wyglądu”.
„Opuściłam pistolet odrobinę niżej, na poziomie jego szyi i zdjęłam z niego jedną dłoń.” – „na poziomie jego szyi” brzmi niezbyt dobrze. Proponuję: „na wysokość jego szyi”.
„[…] więc dla mojego dobra, ludzkości, a nawet własnego po prostu daj się zabić.” – jeśli chcesz wymieniać, czyje ma być to „dobro”, to zacznij od niego, a potem wymieniaj ;). Sugestia: „więc dla dobra mojego, ludzkości, a nawet swojego własnego...”
„wbiłam podeszwy w ziemię.” – czy w poprzednim rozdziale nie pisałaś czegoś o tym, że „ktoś” rzucił „coś” na asfalt?
Rozdział V
„Sięgam do torebki ulokowanej przy nogach ławki po mojej lewej stronie przypadkiem szturchając łokciem mojego sąsiada z ławki.” – powtórzenie „ławki”. W tym miejscu postanowiłam nie wypisywać już więcej tego typu błędów stylistycznych.
„[…] a ja znowu znalazłam się w okół półek sklepowych” – troszkę dziewczę porozrywała ta wizja ;). „Wśród półek sklepowych”, bo „wokół” półek raczej się nie znalazła. Dodatkowo: „wokół” piszemy razem. KLIK.
„Nie były najlepszej jakości po tak długim czasie, ale w tej sytuacji było to coś ekstrawaganckiego.” – te ciastka raczej nie były „ekstrawaganckie”. Zobacz sama: KLIK. Moja sugestia: ekskluzywne.
„Usiedliśmy na podłodze pomiędzy pułkami, koło maszyny po hot dogach z całym naszym prowiantem.” – zdanie jest tak fatalnie skonstruowane, że właściwie mam problem z wyjaśnieniem poszczególnych błędów. Zamiast tego zapiszę to w formie bardziej logicznej: „Usiedliśmy z całym naszym prowiantem na podłodze, pomiędzy regałami a maszyną do hot dogów.”.
„Otworzyłam wszystkie paczki z, których machinalnie buchnął niesamowity miks zapachów zielonej cebulki, salsy i papryki. – nie sadzę, by zapachy z paczek po ciastach mogły „buchać machinalnie zapachami”. „Machinalnie” nie jest tu najtrafniejszym wyrazem, zobacz sama: KLIK. Moja sugestia: „momentalnie”.
„Nagle nie spodziewanie dla niego jak i dla mnie samej wybuchłam śmiechem.” – „niespodziewanie”. „Nie” z przymiotnikami piszemy razem.
„W jego głosie dało się dosłyszeć smutek na myśl o wspomnieniach przeszłości.” – „słyszeć”, nie „dosłyszeć”. Istnieje wyrażenie „dało się słyszeć”, opcjonalnie „można było usłyszeć”.
„Chociaż notes naprawdę był urokliwy. Prosty i klasyczny.” – czytamy tutaj, by po chwili przeczytać, że: „na oko z daleka wydawał mi się on zwykłym czarnym zeszytem jaki można kupić w księgarni.”. Jaki wobec tego był ów notes?
Mam nadzieję, że recenzja nie zniechęci Cię do pisania, gdyż nie taki był jej cel. Chciałabym, byś dalej tworzyła, rozwijała swoje zdolności (niewątpliwie takowe posiadasz) i bawiła się słowami. Najlepszym sposobem na poprawienie się w jakiejś dziedzinie jest szlifowanie jej do granic możliwości! Zobaczysz, z czasem przecinki staną się instynktowne, zdania dynamiczne a postaci: żywe. Trzymam za Ciebie kciuki!
Suma punktów: 26/50. Gratulacje!



Dzięki wielkie za recenzję. Nie wiem czemu nie mogę dodać komentarza z konta Google, ale chciałam odpowiedzieć, więc będę pisać z anonima.
OdpowiedzUsuńOdnośnie błędów ortograficznych i interpunkcji. Właśnie teraz zdałam sobie sprawę, że przez przypadek na bloga wrzucałam rozdziały nie poprawione przez betę, a na inne portale — te poprawione. Głównie to opowiadanie piszę na Wattpadzie, bo tam mi najwygodniej i tam bezpośrednio wrzucam rozdział od bety. Sama wiem, że mam problemy z interpunkcją, czego nie ukrywam, dlatego wolałam tej sprawy nie zawierzać sobie samej.
Odnośnie czcionki, miałam z tym problem, bo jak kopiowałam z programu w komputerze to tekst tak właśnie wyglądał i nie miałam pojęcia jak to naprawić. Potem jakoś o tym zapomniałam, a tego chatu faktycznie nie zauważyłam.
Wszystko postaram się poprawić. Niektórych rzeczy nawet nie byłam świadoma, bo zawsze powtarzam, że zdania nie powinny być za długie i staram się tego pilnować. Ale jeszcze raz się temu przyjrzę.
Właśnie część osób, które czytały to opowiadanie twierdziły, że akcja toczy się za wolno, ale były też takie osoby, które stwierdziły, że uwielbiają pierwsze rozdziały i pochłonęły je w dość krótkim czasie. Sama nad pierwszymi rozdziałami pracowałam dość sporo, kilka razy je redagowałam, w kółko do nich wracałam. Całe opowiadanie sprawdziłam od deski do deski po kilka razy. Ale początek zawsze mi się podobał.
Zabrałam się już powoli za poprawianie pierwszego rozdziału. Pisząc to nie chciałam przesadzić i wrzucać za dużo. Chciałam postawić na minimalizm, ale próbuję dopisać coś co lepiej pokazałoby te emocje postaci tak jak mówiłaś.
Nie do końca rozumiem o co chodzi z tym fiatem przy rozdziale trzecim.
Jeszcze raz dziękuję za szczerą recenzję. Chcę być w tym najlepsza, więc postaram się popracować nad wszystkim co tutaj napisałaś.
Pisałaś przy tym, że byłabyś w stanie mi pomóc. Mogłabym w takim razie podesłać ci pierwszy rozdział po poprawie, żeby przekonać się, czy idę w dobrym kierunku?
Pozdrawiam
Chloe Skywalker
Bardzo się cieszę, że ocena Cię nie uraziła :) za każdym razem, gdy znajduję błędy martwię się, czy nie zabiję w kimś pasji do pisania. Wiadomo: komplementy motywują, krytyka głównie zniechęca. Przykro mi, że na blogu pojawił się tekst przed korekrą, pewnie po niej ocena byłaby wyższa.
OdpowiedzUsuńCo do fiata: chodzi o to, że nie ma czasownika "stradać" i jedynym znaczeniem wyrazu "strada" jest właśnie samochód: fiat strada.
Bardzo chętnie sprawdzę efekty poprawy :D. Cieszy mnie ogromnie, gdy jestem w stanie komuś pomóc! Nawet w drobnych zadaniach ;).
Mój mail: stoneczka.fryteczka@gmail.com. Będę wyglądać wiadomości!
Pozdrawiam serdecznie :)
Uwzględnianie wyglądu w ocenie bloga. Na dodatek takiego, który zrobiło się osobiście. To już dno dna czy da się jeszcze palnąć większą głupotę? Tak czy inaczej, żenujące. Cały ten punkt z wyglądem jest idiotyczny i krzywdzący. Rozumiem czytelność, bo blog jednak powinien wyglądać, ale co schludność ma do szablonu? To mógłby być nawet gotowiec wzięty od bloggera, ale jeśli tekst prezentowałby się dobrze, to nic nikomu do tego. No ale przecież najważniejsze w ocenie opcia jest to, by powzdychać do szablonu xD
OdpowiedzUsuńChodzi tutaj nie to, czy blog jest "piekny" tylko czytelny. Nawet na standardowym szablonie można zrobić wszystko schludnie :) z racji tego, że gusta są różne oceniam w tej kategorii tylko aspekty "czy kolory nie wypalają oczu", "czy czcionka nie jest za mała", "czy nie ma powielonych gadżetów". Nie mam kontroli nad tym, czy ktoś zgłasza bloga z szablonem ode mnie, od Netki czy kogokolwiek... Stąd potraktowanie kategorii, jakby jej nie było - w końcu nie mogę obiektywnie ocenić własnej pracy.
UsuńPozdrawiam :)