2018/06/28

Ocena bloga (20) Live fast, die young

Cześć wam wszystkim! Uwierzycie, że to już dwudziesta recenzja na KS? Taki, można by powiedzieć, mały jubileusz. Blog, z oceną którego dziś do was przychodzę, jest wyjątkowo dobry. Jesteście ciekawi, dlaczego to napisałam? Jeśli tak, odpowiedź znajdziecie klikając na Czytaj więcej. Gotowi? To głęboki wdech. Recenzję uważam za rozpoczętą!


Pierwsze wrażenie: 6 pkt
a) grafika: bez dwóch zdań: czytelnie, schludnie; kolory nie zabijają. 3 pkt.
b) dobór czcionek: może powiększyłabym nieco sam tekst bloga, ale jest ogólnie dobrze. 3 pkt.

Obsługa bloga: nie mam zastrzeżeń. Podoba mi się pomysł na zakładkę „Bohaterowie”, tak już ode mnie. 4 pkt.

Treść: 33 pkt
a) błędy ortograficzne: coś nie zagrało, wykaz błędów wyjaśni wszystko. 4 pkt.
b) błędy interpunkcyjne: niewiele, nawet nie odejmę za nie punktu. 3pkt
c) spójność tekstu: ogólnie jest bardzo dobrze, choć piąty rozdział zaburza nieco harmonię, kiedy to wydarzenia galopują, stąd odjęty punkcik. 4 pkt.
d) narracja: zazwyczaj tak. Punkcik odjęty za zbyt dużą ilość półpauz oraz nadużywanie wyrazu „Joshua” (wyjaśnienie w poniższym komentarzu). 3 pkt.
e) lekkość pióra: masz mnie. Podobało mi się, wrzuciłaś mnie do świata Josha. Nie obiecuję nic, ale  są spore szanse, że wrócę do Ciebie, bo opowiadanie znaczne przewyższa poziomem moje ostatnie czytadło, wydane w formie papierowej i krzyczącej „39,90 zł”. 15 pkt
f) dialogi: Znów te półpauzy. Psują odbiór dialogów, poza tym zapisujesz je błędnie, więcej o tym poniżej. Nie mogę dać więcej: 5 pkt.

Muszę to napisać na samym początku: szacun. Uczciwie muszę powiedzieć, że jesteś świadomą pisarką na wysokim poziomie. Robisz niewiele błędów (o tym później), piszesz rzeczowo i obrazowo, wzbudzając przy tym odpowiednie emocje u czytelnika. Przyznam się szczerze, że istnieje ogromne prawdopodobieństwo niewyłapania przeze mnie wszystkich omsknięć palca lub interpunkcyjnych wpadek, ponieważ... Zaczytałam się. Wiem, jestem nieprofesjonalna i beznadziejna, ale to Twój sukces: czytałam z pełnym skupieniem nie na literkach, a na wydarzeniach.
Opowieść nie jest kompletnie w moim klimacie. Przyznam, że gdyby nie zgłoszenie do recenzji, na pewno bym na bloga nie wpadła: po prostu w moich bajkach muszą być smoki ;). Przyjemnie zaskoczył mnie fakt, że pomimo nieinteresującej mnie w najmniejszym stopniu tematyki, udało Ci się sprawić, że bawiłam się świetnie podczas lektury. Nie odczuwam też zmęczenia tekstem, jak bywało to przy niektórych recenzjach. Ogromnym plusem bloga jest jego przyjazność czytelnikowi: łatwa nawigacja, brak dziwnych dodatków, nie mających większego zastosowania, co niejednokrotnie widywałam na blogach (wstyd się przyznać, ale na swoim własnym opowiadaniu mam okropny bałagan... Chyba zainspirowałaś mnie do posprzątania, w najbliższym wolnym terminie).

Sama fabuła jest bardzo przyjemnie skonstruowana: mamy pierwszy rozdział: czas na poznanie bohatera „przed” wydarzeniami, które zmieniły jego życie. Trafnie i skutecznie (chyba mogę użyć słowa „skutecznie”, jest adekwatne w tym przypadku) opisałaś rodzący się flirt Josha z Aithne, co dodało jeszcze dramatyzmu późniejszym wydarzeniom: zabieg świetny! Joshua stał się nam bliższy. Kolejnym pozytywnym aspektem zdecydowanie jest nie przesadzanie z opisami. Zazwyczaj są sprytnie wplecione, zwięzłe i obrazowe. Zazwyczaj, bo rozdział piąty pozostawił mi pewien niedosyt – wydarzenia pogalopowały, zabierając zabawę z Twoim niespiesznym, przyjaznym piórem. Wiem jak to jest, gdy staramy się umieścić wiele rzeczy w jednym rozdziale, a jest to opowiadanie na bloga... Człowiek podświadomie zaczyna „upychać”  słowa i wydarzenia, by nie powstał z tego przydługi rozdział. W końcu ciężko na blogu czytelnikowi zrobić sobie zakładkę w połowie tekstu ;). Tak czy inaczej, popracowałabym w wolnej chwili nad tą częścią, gdyż (jak sama zauważyłaś pod wpisem) wyszło niekiedy zbyt „sucho”.
Teraz zrobi się troszkę mniej przyjemnie. Są dwa mankamenty, które dobrze by było zlikwidować lub chociaż częściowo usunąć. Pierwszym z nich jest nadużywanie imienia głównego bohatera w tekście. Od połowy rozdziału czwartego pojawia się więcej synonimów, jednak pierwsze części ją zasypywane oficjalnym „Joshua”, niekiedy tylko zastępowanymi przez „Josh”. Zobrazuję może ten problem screenem. 
(kliknij na obrazeki, by je powiększyć)
Drugim minusem, na jaki nie da się nie zwrócić uwagi, jest nadużywanie półpauzy. Nie stosujesz jej błędnie i ewidentnie widać, że wiesz, co robisz, ale uważam, że dobrze by było rozważyć zastąpienie jej przy zdaniach wtrąconych dwoma przecinkami, na początku i końcu wtrącenia, zaś w przypadku zdań wynikowych czy wyliczeń podczas wypowiedzi bohaterów (w sumie ogólnie w dialogach) dwukropkiem. Skąd moja sugestia? Już wyjaśniam. Tekst naszpikowany jest półpauzami, a to jednak nie jest najpopularniejszy zabieg interpunkcyjny, przez co rzuca się w oczy. Dodatkowo, w przypadku dialogów, wprowadza lekki szum w odbiorze. Owszem, zachowana jest logika wypowiedzi, tylko jest to nieestetyczne, odwracające uwagę od samej treści. Również to zobrazuję. Na screenie zaznaczyłam na czerwono półpauzy, które wprowadzają ten element chaosu (zwykle ten znak oznacza zakończenie wypowiedzi lub przerwanie jej przez opis zachowania bohatera podczas wymawiania kwestii), na zielono zaś podkreślone są półpauzy, które powinny zostać zachowane.
Skoro już jesteśmy przy dialogach: są naturalne, życiowe i dobrze zdynamizowane. Zerknij do naszego poradnika „Dialogi” – tam wszystko wyjaśnione jest w przyjazny sposób. Ogólnie sprawa wygląda tak, że nie stosujesz złotej zasady: jeśli w narracji mamy czynności niewerbalne („uśmiechnął się”, „pomachał ręką”, „zamarł”), to wypowiedź bohatera kończy się kropką, a po półpauzie zdanie rozpoczynamy dużą literą. Myślę, że szybko to załapiesz i wprowadzisz do bloga, bo z Twojego sposobu pisania wnioskuję, że inteligentne z Ciebie dziewczę ;). 
Z błędów, które wyłapałam, a należą do tych wymagających szerszego komentarza, opiszę teraz błąd rzeczowy, jaki – zdecydowanie nieświadomie – popełniłaś. Jest to co prawda nieszczególnie istotne dla fabuły jako takiej, ale rzuciło mi się w oczy i „nie zagrało”. W rozdziale trzecim, gdy Joshua odnajduje ukryte pieniądze, czytamy:
„Sięgnął do jednego i rozwinął, by zobaczyć go z bliska i upewnić się w tym, że nie miał omamów – szybko przeleciał wzrokiem wszystkie banknoty, a gdy ciągle widział tylko pięćdziesięciofuntowe, zrobiło mu się wręcz słabo.
Szybko sprawdzał kolejne zwitki – ciągle pięćdziesięciofuntowe.”
Zwróć uwagę na nominał banknotów. 
W rozdziale czwartym, kiedy nasz bohater posiada już tę fortunę we własnym plecaku, sięga po nią dwukrotnie, wyciągając pieniądze na zakupy. Czytamy:
„Powoli wypuścił z płuc powietrze i dźwignął się do siadu, po czym, tłumiąc ziewnięcie, sięgnął do leżącego przy łóżku plecaka i wyciągnął z niego jedną dwudziestkę.”
oraz
„Joshua wywrócił oczami, słysząc tę zdawkową odpowiedź, po czym wziął cztery dwudziestki i schował je do jednej z kieszeni plecaka.”
Jak to możliwe? Małe niedopatrzenie, można łatwo je przeredagować i pozbyć się mankamentu ;).
Kolejną rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę jest wyrażenie „na krótki rękaw”. Spędziłam sporo czasu szukając czegoś na ten temat w sieci, co na niewiele się zdało. Po raz pierwszy spotkałam się z takim określeniem. Udało mi się dokopać do jakiegoś forum internetowego, w którym odnalazłam dyskusję na temat „mówi się z krótkim rękawem czy na krótki rękaw?”. Przeanalizowałam ją, doszłam do wniosku i teraz go napiszę: wychodzi na to, że „na krótki rękaw” mówi się w województwie pomorskim, częściowo wielkopolskim i warmińsko-mazurskim (być może gdzieś jeszcze), a co więcej: jest to regionalizm. Ogromny błąd to nie jest, gdyż jest do dopuszczalne w literaturze, ale akcja dzieje się w Walii. Czy tamtejsi ludzie używaliby maniery z Polski? Pozostawiam tę kwestię otwartą do dyskusji, nie zaliczając do punktacji jako błąd, ponieważ nie mam pojęcia, jak postąpić z takim przypadkiem ;).
W rozdziale pierwszym natknęłam się na przyjemną niespodziankę. Zacytuję fragment, o którym teraz piszę:
„Ściągnął jaskrawoniebieskie turfy* i ruszył do swojego pokoju.”
Ta gwiazdka to genialne posunięcie! Nie każdy musi znać określenie, a wytłumaczenie go na koniec rozdziału było ułatwieniem dla odbiorcy. 
W rozdziale czwartym również znalazłam coś, co zasługuje na wyróżnienie. Świetnie opisałaś zachowanie Josha, w nietuzinkowy, świeży sposób. Mówię tu o fragmencie:
„Gdy zabierał się do otwarcia zamka, usłyszał jakiś szmer za drzwiami – niczym spłoszona sarna zwrócił głowę w tamtą stronę i wpatrywał się w klamkę dobre parę minut, próbując dostrzec chociażby jej najmniejsze drgnięcie.”
Kurczę, troszku się rozpisałam, a tu jeszcze wykaz błędów nas czeka! Bez strachu – jest ich niewiele, większość to drobne usterki. Na osłodę: puchaty, różowy jednorożec, tańczący na tęczy (czy ktoś też zna tę pieśń? Jak tak, to przepraszam za muzyczkę w głowie xD).


Wykaz wyłapanych błędów:

Rozdział 1

„Joshua ciężko dyszał po parudziesięciu minutach biegania na lekcji wychowania fizycznego w ponad dwudziestu stopniach, było dzisiaj wyjątkowo ciepło jak na walijskie warunki.” – sprecyzowałabym; „w temperaturze dwudziestu stopni”, a później, zamiast przecinka – średnik. 

„Po przejściu paru kroków przechylił plecak w bok, by wyciągnąć telefon, po czym założył plecak na oba ramiona i [...]” – błąd stylistyczny. Powtórzenie wyrazu „plecak”.

„– Hej, Josh – usłyszał nagle i omal nie podskoczył na dźwięk tych słów.” – troszkę dziwnie brzmi. Może „omal nie podskoczył, słysząc niespodziewane powitanie”?

„– Czyli wolisz mnie od powietrza? No, nie powiem, czuję się zaskoczony. Wiesz, powietrze jest niezbędne do przeżycia, a ja wręcz odwrotnie – uśmiechnął się i spojrzał na Aithne – miał dziwne wrażenie, że dziewczyna lekko pokręciła głową.” – kolejny przykład ataku półpauz :).

„[...]  odparła dziewczyna niemal oczywistym tonem.” – coś tu nie gra. Bardziej po naszemu byłoby „stwierdziła oczywistość” lub „odparła, jakby to było oczywiste”.

„– Wiem, i tak będzie coś chciał.” – nie wiem, czy to zabieg zamierzony (bo to wypowiedź bohatera”, jednak napiszę o tym: „będzie czegoś chciał”.

„Nagle Joshua zdał sobie sprawę z tego, że już za parę metrów stała brama prowadząca do jego domu – i z tego, że Aithne nadłożyła drogi, by z nim iść – mogła przecież skręcić tuż obok szkoły, bo stamtąd miała zdecydowanie bliżej.” – mamy zdanie typu „tasiemiec bez powodu”, już pomijając kwestię nadużywanych półpauz. Ponadto „za parę metrów stała brama” nie jest zbyt udanym określeniem. Moja propozycja „już kilka metrów dzieli ich od bramy, prowadzącej do jego domu”.

„Westchnął i chwilę zastanawiał się, czy miał ochotę na lasagne – w końcu stwierdził, że zostanie na później, [...]” – on zostanie czy lasagne? By rozwiać wątpliwości: „zostawi ją na później”

„No, nie licząc sprzętu komputerowego i sportowych ciuchów.” – w narracji staraj się unikać słów w stylu „no”. W końcu narrator powinien być profesjonalistą ;).

Rozdział 2

„Oczom Joshuy ukazało się przestronne pomieszczenie z masywnym, dębowym biurkiem na środku. Uniósł brwi i uśmiechnął się, gdy zobaczył, jak nieznany mu funkcjonariusz gorączkowo gasił jeszcze trochę tlącego się papierosa. Joshua założył dłonie na klatce piersiową i powoli wypowiedział [...]” – przykład na nadużycie „Joshua”.

Rozdział 3

„Przecież jego ojciec zawsze był ostrożnym prowadzącym i raczej widział, co się dzieje po jego boku i z przodu – z drugiej strony mógł się też zagadać albo ciężarówka mogła nagle skręcić na drugi pas.” – „prowadzącym”? Kojarzy się bardziej z wykładowcą na uczelni wyższej ;). Może: „zawsze ostrożnie prowadził samochód”?

„[...] wyciągnęła przed siebie złączone ręce w kształt serca [...]” – Mistrz Yoda ;). „wyciągnęła przed siebie złączone w kształt serca dłonie” – moja sugestia.

„Josh dal się prowadzić Aithne [...]” – ot, literówka; „dał”. 

„Za 10 minut” – pisałam to nieraz i pisać będę wciąż: nie spieszymy się z pisaniem, mamy czas, a „dziesięć” wygląda ładniej i przyjemniej się czyta ;).

Rozdział 4

„Uśmiechnął się krzywo, by chociaż trochę zamaskować poczucie irytacji, która pojawiała się stopniowo wskutek nieprofesjonalnego zachowania psycholog.” – przecinek przed wskutek (klik

Rozdział 5

„Nagle z krzaków wyskakuje z krzaków i uderza starszą panią w głowę, wchodzi do domu i z dzieciakiem kradnie wszystko, co wartościowe.” – zawirowałaś się troszkę z tymi krzakami ;). Domyślam się, że wyjaśniać nie trzeba xD.

A teraz coś, co zaskakuje nawet mnie, choć sądziłam, że sama siebie nie zaskoczę: po raz pierwszy wykaz błędów jest krótszy od komentarza szczegółowego! Nie ma co, należy się pochwała!

Suma punktów: 43/50. Gratuluję!

PS: Jeśli mam być całkiem szczera, to gdyby nie kwestia „półpauzy i ich okolice”, przez które straciłaś 4 punkty, byłaby to najwyższa nota na KS ;). 

10 komentarzy:

  1. Melduję, że przeczytane! Jak tylko będę na komputerze (czyli za jakieś pół godziny), przeczytam jeszcze raz na spokojnie i skomentuję tak... bardziej :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby co, komentuję na bieżąco z czytaniem - tekst jest otwarty na dwie karty i przystępuję do dogłębnej analizy. ;v
      @rozmiar czcionek: powiększę, bo w sumie mi samej wydaje się, że jest ciut za mały
      Bardzo mi miło, że udało mi się Cię... porwać w swój świat, że tak powiem. W końcu to akurat był mój cel, prawda? I, z tego co widzę, osiągnęłam go. :D
      @rozdział piąty: z tym pomiotem szatana był taki problem, że po prostu goniły mnie terminy i tak samo najwyraźniej pogoniłam fabułę. Najgorsze jest to, że ja naprawdę miałam takie wrażenie nawet w trakcie pisania i nie zatrzymałam się ani na moment. Przyznam, że trochę zawaliłam, gdyż ten rozdział miał należeć do jednych z lepszych i przyjemnie oraz poniekąd subtelnie wprowadzić do CHERUBA, ale wyszło jak wyszło, no. Posiedzę nad nim, jak skończę dziesiątkę i jedenastkę, bo są to dwa dłuższe i bardziej wymagające projekty niż szóstka-dziewiątka. ;p *to wcale nie tak, że mam na razie tylko sto słów, wcale*
      @powtórzenia imienia: to było tak, że skoro z pewnych powodów J będzie musiał zmienić nazwisko, to po co przyzwyczajać czytelnika do Llewelyna. Ja naprawdę miałam takie podejście i w późniejszych rozdziałach pewnie też Joshuy jest do przesytu, ale tak jak mówiłam - w wolnym czasie (kiedy mi się będzie chciało, bo z tym też kłopotu co nie miara) posiedzę nad wszystkimi rozdziałami, przeczytam na spokojnie i poprawię.
      Chyba będę tak robić co dziesięć rozdziałów (w sensie tak naprawdę na spokojnie), bo nie wyrobię. xD

      Usuń
    2. @półpauza: wiem, o tym naprawdę doskonale wiem i w późniejszych numerkach naprawdę się pilnuję, żeby ich tyle nie było. Historia stosowania półpauz jest prosta i przyjemna: próbując wyeliminować nawał zdań z konstrukcją "po czym", bo ewidentnie miałam z tym problem, zamieniłam ją na myślniki. Naprawdę, postaram się to wyeliminować, gdyż też mocno mnie to drażniło, ale jak to ja - nic z tym nie zrobiłam.
      @uśmiechnął się itp: tutaj akurat byłam wręcz przekonana, że jeśli ten uśmiech odnosi się do samej wypowiedzi, to powinno się go zapisywać małą literą. Gdzieś kiedyś wyczytałam to w jakimś poradniku i jakoś tak mi zostało... Serio, nie wiem, gdzie ja to przeczytałam xD
      O, i jeszcze tak sobie przypomniałam, skoro o tych poradnikach - tak samo gdzieś wyczytałam, że powtórzenia nie ma, jeśli między wyrazami są jakieś trzy zdania przerwy - i ja naprawdę liczyłam te trzy kropki, a dopiero potem z wręcz premedytacją wstawiałam tego nieszczęsnego Joshuę xD
      @banknoty: tutaj akurat było to wręcz świadome, gdyż głównie chodziło mi o to, że były tam banknoty i takie, i takie, tylko za pierwszym razem zobaczył tylko pięćdziesiątki. Oczywiście dopiszę potrzebne informacje i nic nie zaistniało xD
      @na krótki rękaw: na Podkarpaciu najwyraźniej też, gdyż u mnie mówią głównie tak, ale możliwe, że to po prostu zadupie i wyszło, jak wyszło
      dobra, żarcik
      racja, co do tego, że w Walii zdecydowanie by tak nie mówili, się zgodzę - zmienię to w najbliższym czasie!
      @wiem, i tak będzie coś chciał: moi znajomi z klasy mówią właśnie tak i się wryło, naprawdę niespecjalnie. Ich wina. xD
      @za parę metrów stała brama: mój błąd, muszę przyznać, samej mi to źle brzmi, ale oczywiście - podczas pisania i sprawdzania nie zauważyłam
      @Yoda: szczerze mówiąc, myślałam, że takowych błędów będzie znacznie więcej, gdyż w realnym życiu, że tak to nazwę, mam zdecydowany problem z układaniem w miarę logicznych i przede wszystkim poprawnie (osiemset ręcznie sztuk ~ autumn czwartek przed zakończeniem roku szkolnego)
      @10 minut: awgh, tak się pilnowałam, żeby takiego czegoś nie walnąć, ale to najwyraźniej ominęłam...
      @z krzaków z krzaków: boże, śmieję się z siebie xD

      Dobra, teraz czas na przemowę i podziękowania.
      Bardzo dziękuję za pomęczenie się z tym opkiem, tym bardziej, że to nie Twoje klimaty. Koniec końców widzę, że nie było tak źle, ale jednak podziwiam, że weszłaś w coś, co zwyczajnie nie leży w Twoich ulubionych gatunkach - nie kryję podziwu, naprawdę.
      Błędy postaram się poprawić jak najszybciej, tak samo usiąść nad piątym - można powiedzieć, że zaczęłaś miło i przyjemnie, a skończyło się tak, jak się skończyło i aktualnie nic na to nie poradzę, ech.
      No nieszczęsne półpauzy, nie wierzę w nie. XD

      Pozdrawiam cieplutko!
      (dwa komentarze, bo coś nie zatrybiło Bloggerowi)

      Usuń
    3. Kurczaczki, zaskoczyłaś mnie obszernością komentarza :). Cieszę się, że nie poczułaś się urażona (zwłaszcza Yodą), bo niekiedy wprost nie jestem w stanie powstrzymać się od komentarza tego typu. Opowiadania jeszcze raz muszę pogratulować, bo zaskoczyło mnie, jak świetnie to napisałaś. Chwilę się zastanawiałam jeszcze, że nie ma tam zbyt mało opisów emocji, ale doszłam do wniosku, że to już mój prywatny problem (ostatnio jakoś siedzę w wyciskaczach łez), a dla gatunku jest ich odpowiednia ilość.
      Przyznam, że przyjęłam recenzję głównie ze względu na dopisek: "nie bójcie się tego, że to fanfiction - wszelkie rzeczy o uniwersum zostaną przytoczone w kolejnych rozdziałów, w końcu główny bohater też nie wie, co się z nim stanie", bo miałam w głowie takie "Taaaaa... Już to widzę. 99% fanfików zawiera elementy niewyjaśnione i nielogiczne". I nie żałuję. Za to domyśliłam się, że ta namiastka uczucia rodząca się w rozdziałach 1-4 po 5 nie będzie mieć już miejsca, przez co troszkę mi smutno. Ech sentymentalna ze mnie Szamanka.

      Pozdrawiam, dziękuję za wyczerpujący komentarz i weny życzę!

      Usuń
    4. Czemu miałam być urażona? Akurat w sprawie pisania lubię ciekawe porównania i ostrą krytykę, także żadne Yody itp. nie są mi straszne. :D
      Co do emocji w sumie się zgodzę, bo znajoma też mnie goni tak: "EMOCJE!!!!!!!", także no xD Pracuję nad tym!
      Aha, dzięki za niewiarę.

      XD Dobra, aż się uśmiechnęłam
      I cieszę się, że nie pożałowałaś, bo gdyby tak było, to tylko, no, stracony czas. :\

      trzy razy podejmowałam próbę skomentowania kwestii uczucia, żeby nic nie zdradzić
      będą inne znajomości, o!

      pozdrawiam!

      Usuń
    5. Hej, recenzowałam już troszkę blogów i zbierałam różne doświadczenia xD

      A pierwsza miłość - niezapominalna :D

      Z tymi emocjami nie zaszalej za bardzo - w tym opowiadaniu nie jest najważniejsze, jak bardzo Josh rozpacza, bo nie jest o tym. Można przedobrzyć, ale trzymam kciuki, że uda się zrobić to w odpowiedniej dozie (w imię zasady: mniej znaczy więcej; dodalabym tu od siebie: co nie oznacza, że wcale xD)

      Usuń
    6. Wiem, wiem, zbędnie ich na pewno nie wstawię, bo chyba prędzej już całkowicie zapomnę xD

      Usuń
  2. Super gif xD
    A opowiadanie może przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry plan :) Zabrzmię jak z reklamy farmaceutyków: Polecam, S z KS XD

      Usuń
  3. Sorry, że dopiero teraz... Pink fluffy unicorn... xDD

    OdpowiedzUsuń