Live fast, die young
07.
Joshua przez pewien czas podejrzliwie spoglądał na wyciągniętą dłoń, aż wreszcie wziął krótki wdech i powoli rzekł:
– A nie złamiesz mi jej?
Warren popatrzył na Joshuę z rozbawieniem.
– Teraz ci nic nie zrobi. Jak nie musi albo nie chce, to nie bije.
– A jeśli teraz chce?
Warren pokręcił głową i przeczesał blond włosy.
– Gdyby chciał, już dawny by coś zrobił. Poza tym, spójrz na niego. To taki mały, słodki dzieciak – wyszczerzył się, podchodząc do Floyda i tarmosząc mu włosy.
kryminał, fanfiction, CHERUB

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz