Live fast, die young
12.
Finalnie zostali wezwani do środka po czterdziestu minutach. W milczeniu zajęli miejsca po drugiej stronie masywnego biurka i czekali na pierwsze słowa Zary. Upływały kolejne sekundy odmierzane przez tykający zegar, a Rooney pod ciężarem spojrzenia prezeski wbił spojrzenie we własne buty.
Zara bębniła palcami o biurko, wpatrując się w chłopców.
– Lindsay, Rooney i Dallas. Miło mi was widzieć. Kawy, herbaty, ciastek?
Kryminał, fanfiction, CHERUB

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz