You are my poison, Justin.
II Rozdział 16
-Jessi ... - zaczyna ostrożnie, przestając łkać, choć na chwile, przez co teraz mogę ja zrozumieć. -Podobno to przez Justina.
W tym momencie czuje jak grunt się wali pode mną , a ja spadam w ciemna przepaść. Dusze się, dławię się niemalże własna ślina i nie potrafię tego zatrzymać. Nawet fakt, że siedzę nie pomaga, gdy zatapiam się jakby pod ziemię.
Uczucie, któro tak bardzo raniło moją duszę, nie było przypadkiem. Ale teraz wraz z przekazaną świadomością, niszczy jeszcze bardziej. Gubię się, gubię się, jak zbłąkany w lesie. Las niczym labirynt toczy ze mną walkę, gdy z całym tym bagażem, próbuję zrobić cokolwiek, by zmusić się do działania.
-Amy, wyślij mi, gdzie są. Ja muszę ...
Jedynie, co czuję to poczucie winy. Winy, za którą połowę zabieram od Justina, ponieważ byłam jego, niezależnie od tego, czy to sprawiało, iż to ja rozbijam się na kawałki, jak spadająca na kamienną podłogę szklanka, której już nigdy nikt nie poskłada do postaci, jaką była wcześniej.
-Przyjedźcie jak najszybciej. - przerwa mi i szybko się rozłącza, nim zdążę cokolwiek dodać na pożegnanie. Dopiero teraz pozwalam, by łzy wpłynęły na moje policzki.
Nie rozumiem nic i nie wiem, czy kiedykolwiek tego dokonam. Mam wrażenie, ze gram w wcale nieśmiesznym filmie, lecz gdy wraz z kolejnymi łzami przychodzi na myśl winowajca telepie się jeszcze bardziej. Jestem, jak obdarta z życia, jakbym traciła swoją dusze, która wypływa stróżkami słonej cieczy i wydychana wraz z powietrzem, którego brakuje w płucach. Nie pytam dlaczego, nie chcę pytać, ponieważ sama w głębi duszy boję się to usłyszeć. On był moim najlepszym, rycerzem na białym koniu, choć nie do końca idealnym to nie potrafię myśleć o Justinie, jako kogoś, kto umyślnie krzywdzi przyjaciół, naszych najwspanialszych przyjaciół.
Fanfiction, Justin Bieber

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz